Posts in Category: Blog

Sylwia i makijaż konkursowy

Zdjęcia makijażu konkursowego w wykonaniu makijażystki Izabeli Jurczak. Tematem konkursu miała być inspiracja kolorami "Greenery - Color of the year 2017". Makijaż piękny, modelka Sylwia Lintowska świetnie pozuje, zdjęcia więc tez niczego sobie. 

Niestety, nie wygraliśmy. 

A poniżej mały backstage. Jak zawsze wesoło 🙂

StartB i wynalazek

Może widzieliście kiedyś grafiki z naświetlonym filmem fotograficznym, łącznie z perforacją -> tak jak na zdjęciu powyżej? Popularny motyw na plakatach 'art & 'dizajn... No dobra, ale jak to zrobić, skoro perforacja jest właśnie po to, aby film przesuwać w aparacie?

Wystarczy założyć go do do aparatu średnioformatowego, który ma więcej miejsca na szerszą błonę. Tylko jak utrzymać kasetkę z filmem na miejscu? Kiedyś z pomocą przychodzili ślusarze i stolarze, a obecnie można skorzystać z dobrodziejstw postępu i wydrukować sobie adapterki na drukarce 3D. Trzeba jeszcze mieć aparat z ręcznym przesuwem filmu, ale to nie problem - większość starszych średnioformatowców właśnie tak działa. 

Po przycięciu perforacji zaś, wychodzą eleganckie panoramy:

Mały slideshow z przygotowaniem. Czerwony znacznik na kółku do przesuwu filmu, aby widzieć ile obrócić. Przyjąłem 1 i 3/4 obrotu, co okazało się nieco za dużo - spore przerwy między klatkami. Wystarczyłoby 'półtora i mniej. Na ostatnim slajdzie kartonik pod obudową - średnioformatowce mają okienko z podglądem na ustawienie klatki, natomiast filmy 35mm nie mają zabezpieczenia papierowego przed naświetleniem i trzeba jakoś to obejść. Kawałek kartonu załatwił sprawę.

Wybór aparatu StartB okazał się średni - ze względu na pionowy przesów filmu, kadrowanie w poziomie wyglądało mniej więcej tak:

W pionie jednak bez problemów 😀

Konkurs z Jupiterem

Znajoma wizażystka poprosiła mnie o wykonanie kilku foteł na konkurs makijażu o jakiejś dziwnej nazwie, której pamiętać nie zamierzałem 😉 Ale foty jak najbardziej - poza klasyczną portretówką postanowiłem wykorzystać radziecki obiektyw Jupiter 37A, zwany przez twórców ЮПИТЕР 37А. Wraz z przenośnym studio wybrałem się na miejsce, najpierw w ruch poszedł mój standardowy portretowy 85mm, a potem już pod koniec wspomniany ЮПИТЕР 135mm. Użyłem trzech lamp, główne światło z beautydish z gridem i dwa ostre z samymi czaszami.

Pierwszy raz robiłem Jupiterem sesję profesjonalną i jakież było moje zaskoczenie, kiedy przeglądając foty w Bridge nie mogłem znaleźć różnicy. Dopiero odpalając tab metadanych - te, w których nie było wyświetlonych parametrów obiektywu - wiadomo, manualny Jupiter. Po odpaleniu plików w Ps dopiero widać, że jest minimalnie mniejszy kontrast przy manualnym Rosjaninie i wszystkie zdjęcia są nieco jaśniejsze (zapewne to właśnie kwestia kontrastu na tle bez podświetlenia).

Poniżej porównanie zdjęć prosto z matrycy, RAW bez żadnej korekty. 

I jak? Który to obiektyw za 1500zł, a który za 150?

A niżej foty, które poszły na konkurs. Główne zdjęcie powyżej również. Dodam jeszcze, że zdjęć na konkursy wizażu praktycznie się nie retuszuje, w związku z tym nie wyglądają one jak z okładek pism dla pań 🙂

Modelka: Paulina
MUA: Marlena Żebrowska

Wiktoria

Kadr w zaimprowizowanym studiu foto w studiu wizażu - trzy lampy i biała ściana. Robiliśmy zdjęcia też systemowymi obiektywami, ale to z manualnego Biometara na elastycznym połączeniu tilt-shift uważam za najlepsze z sesji.
Moim zdaniem obiektywy Carla Zeissa najlepiej odzwierciedlają naturalne kolory skóry. Nawet te sprzed 30 i więcej lat...

Modelka: Wiktoria
MUA: Paulina Furgoł MakeUp Room

Morning Coffee

Jakiś czas temu trafiłem na #tag 'morning coffee'. Takie niby spontaniczne fotki przedstawiające "że właśnie właśnie wstałam i zrobiłam sobie kawę i jeszcze się nie ogarnęłam". Oczywiście ze spontanicznością mają tyle wspólnego co "ja z samochodami drogimi, czyli nic", jak śpiewał artysta. Wizaż, stylizacja, fotograf - na większości, chociaż zdarzają się wyjątki, ale te, jak to wyjątki, tylko potwierdzają regułę. Nadarzyła się wkrótce okazja do zrobienia podobnych spontanicznych fotek. Modelką została Olka, która właśnie wstała, nie zdążyła się ubrać, dopiero co kawę jej zaparzyłem...

Foty bezczelnie cyfrowe tym razem, może była jakaś klisza, ale już nie pamiętam - kilka niewywołanych leży w lodówce i czeka...

Modelka: Olka Damps
Wizaż: Paulina Furgoł MakeUp Room

Roksana

Kiedy poczułem się staro? Kiedy modelki zaczęły do mnie mówić per "proszę pana"? Trochę. Ale kiedy przed obiektywem pozują dziewczęta w wieku moich dzieci, to wiem że lepiej już nie będzie. Nie mam nic przeciwko młodzieży w studiu, ale niezbędny warunek - zgoda rodziców na piśmie, albo obecność podczas sesji. 

Zdjęcie tytułowe - Globica i KodakPortra 160NC w wersji 4x5", z dorobioną wkładką i przymocowaną na szarą taśmę 🙂
Reszta (na sliderze) - Canon 6D i 85mm
Modelka: Roksana (lat 15)
MUA: Ewelina

A to feler, westchnął… Bynio.

Ostatnio kilka sesji w aberracyjnym studiu portretowym z użyciem Globiki, a że mam tylko dwie podwójne kasety na negatywy, trzeba coś zroboć z naświetlonym materiałem. Zwykle przekładam je w ciemności do grubego albumu ze zdjęciami, ale akurat miałem pod ręką album portretowy. No  cóż, błąd. Okazało się, że negatyw, chociaż niezbyt gruby, rozszczelnił poszczególne karty i przez kilka dni światło pomału docierało przez błyszczące kartki. Mało tego, jeszcze przez pomyłkę w studiu otworzyłem kasetę zamiast drugiej, pustej. Skąd wiem, że błona naświetliła się przez książkę, a nie w momencie otwarcia kasety? No cóż, naświetliły się aberracyjne napisy z wewnętrznej strony okładki książki 🙂 Widać nawet fakturę kart książki.

No i wywołane w caffenolu C-L „na stojaka” negatywy wyglądają tak, jak wyglądają. Zawsze skanuję w kolorze, nawet czarno-biały materiał, ale jeszcze tak mocnego zafarbu nie widziałem. Tak jak na zdjęciu powyżej. I dodatkowo jeszcze jedno ze ściągniętym kolorem.

Modelka: Izabela, wkrótce więcej zdjęć, tym razem z cyfry.

_orwo_np20_2

Andrzej Andrew

Dzisiaj, dla odmiany, powrót do aberracyjnych korzeni. Ostatni mało czasu na eksperymenty, przez nawał pracy i komercyjne zdjęcia. Jednak znalazła się chwila na spotkanie z bardzo ciekawą postacią, Andrzejem Łączyńskim - artystą, którego prace zachwycają. Spotkaliśmy się jakiś czas temu, kiedy szukał niewielkiej gitary jako bazy pod jedną ze swoich prac. Teraz odpowiedział na moje ogłoszenie, szukałem żarówki UV. Mały barter, a przy okazji analogowa sesja z Mamiya i bardzo, bardzo starym negatywem Orwo. Trudno określić rok, ponieważ na rolce nie ma oznaczeń, natomiast sama szpula wykonana jest z drewna i metalu, szacuję więc na lata '60, ewentualnie początek '70.

Oczywiście duża szansa, że nic z tego nie wyjdzie, jakież więc zaskoczenie, gdy negatyw nie dość że dobrze naświetlony (celowałem w ISO50), to jeszcze bez większego zadymienia i ziarna wielkości cegieł. Niestety, leżał zapewne w wilgotnym miejscu, ponieważ drobinki papieru zostały na filmie. Mimo to, naprawdę ciekawie to wyszło. Film wywołany w Fomadonie R09 w "na oko" rozcieńczeniu 1+50, z "na oko" mierzonym czasem ok 17 minut i "na oko" mieszanym koreksem, z pięć razy w przerwach między robieniem obiadu a siorbaniem kawy.

Zapraszam do zapoznania się z twórczością Andrzeja, a wkrótce też na nową stronę internetową, budowaną w Aberracjach

Inspiracje Pirelli, odcinek IV

Sesja z końca czerwca (!), do której inspiarcją była Patricia Arquette z okładki kalendarza w roku 1998. Długo nie mogłem zabrać się za obróbkę, ponieważ zrobiliśmy kilka gaf podczas sesji i nie wiedziałem jak to ugryźć.
Ostatecznie popełniłem kilka zupełnie różnych klimatów z jednej sesji, a samo zdjęcie wzorcowe zostawiłem na koniec. Dlatego zdjęcia wyjątkowo zróżnicowane.

Negatyw w Mamiya RB67 - Kodak VPS z 1996, ale ta rolka trochę bardziej poturbowana przez ubiegający czas, stąd niedoświetlenie i pierwsze zdjęcia z dużo większym ziarnem i nikłym kontrastem. Jednak dało się wyciągnąć ile trzeba.

Dalej kombinowaliśmy cyfrowo w różnych wersjach, także z "tiltszifterem"

Zdjęcia, które uznałem za stracone w pierwszej chwili, udało się jednak uratować w mocniejszej postprodukcji, ale też zupełnie w innym klimacie:

I na koniec zdjęcie, które zainspirowało do sesji.

Udział wzięli:
Modelka: Olka
MUA: Izabela
Naciskał guziki i suwał suwakami: Bynio

Globica w kolorze

Wreszcie udało mi się zrobić wielkoformatowe zdjęcie w kolorze. Negatywy Kodak Portra 160NC od dłuższego czasu leżały w lodówce, ale problemy techniczne nie pozwalały na zapakowanie do kaset. Okazało się, że wszystkie wkładki i redukcje jakie mam są formatu 10x15cm, a film to 4x5", czyli zabrakło pół milimetra. Ale wpadłem na pomysł, że po prostu przykleić delikatnie szytkę do drewnianej redukcji z kasety Globiki. Trochę po omacku, ale jest. Działa. 

Dalej już tylko trudniej 🙂 Najpierw trochę popsułem naświetlenie, miałem miech wysunięty wg parametrów wcześniej robionego zdjęcia na negatywie ORWO. Mniej więcej, bo tu wszystko robione "na oko", migawka jest wyzwalana ręcznie bez ustawiania czasu, więc czas jej otwarcia mierzę uchem. Czas naświetlania trzeba zgrać z odpowiednim wysunięciem miecha aparatu - zakres od kilku do kilkudziesięciu centymetrów, a standard zależy od użytego obiektywu. Do tego dochodzą jeszcze zastosowane pochyły i przesunięcia, ogólnie sporo zmiennych. Negatywy przeterminowane w 2005 roku miały czułość ISO160, chciałem naświetlać na ok 100. Wyszło im pewnie z 50.

Kolejna rzecz, to wywołanie. Negatywy musiały zostać w kasecie do momentu, aż znajdą się w ciemni. Przez kawałki dwustronnej taśmy nie chciałem ich przekładać po ciemku do pudełka, żeby się nie skleiły. Niestety nie dysponuję wkładką umożliwiającą wywołanie w koreksie (kosztuje niemal 300zł, kawałek plastiku :/ ) więc pozostało wołanie w kuwetach. Jest o tyle problematyczne, że: jest ciemno w całym procesie wywoływania, negatywy łatwo porysować, gdyż emulsja podczas kąpieli jest bardzo delikatna, no i jeszcze nie miałem gumowych rękawiczek, więc na żywca paluchami po wywoływaczu i utrwalaczu. A dodam jeszcze, że chemia swoją 6-tygodniową trwałość straciła jakieś 4 miesiące temu 🙂 Ale nadal stoi w butelkach, więc czemu nie spróbować. Jak widać, okłamują nas. Negatywy wywoływałem nieco dłużej, ok 4:30. Reasumując lekko prześwietliłem, ale nie na tyle, aby nie dało się go uratować.

Kolejny problem, to skanowanie. Nie mam wielkoformatowego skanera, muszę sobie radzić średnioformatowym. Jedyna sensowna opcja to dwukrotnie zeskanowany negatyw i złożenie części w PS. Tutaj dochodzi kolejna przeszkoda, ponieważ korzystam z epsonowskiego oprogramowania, a to nie najlepszy produkt, nie ma chociażby możliwości "czystego" skanu w gamma 1.0. Tak więc nawet po wyłączeniu korekty kolorystycznej, na dwóch połówkach negatywu zawsze będzie jakaś różnica. Zwykle jednak da się ją wyprostować, w końcu od 20 lat zajmuję się grafiką 🙂

Tak jak się spodziewałem, czyste skany lekko prześwietlenie i o małym kontraście. Na szczęście zrównanie poziomów wykazało, że nie ma prześwietleń poza skalę, a kontrast po korekcji wcale nie był taki zły. Połączenie dwóch obrazów z delikatną korektą jasności i poziomu składowej zielonej i to wszystko.

Sporo pracy, jak na jedno zdjęcie. Ale warto, uwierzcie mi. Nie tylko sama satysfakcja z tak otrzymanego obrazu, ale sami widzicie na zdjęciu tytułowym - zupełnie inna jakość niż foty cyfrowe.

Na koniec jeszcze schemat oświetlenia, o które pytało kilka osób z FB. Główne światło to (1) DIY ringlight z dwunastoma żarówkami o łącznej mocy ok 2kW; do tego szeroki strumień z (2) reflektora 1kW z prawej strony modelki, ustawiony lekko z tyłu mniej więcej na wysokości czubka głowy; (3) reflektor 1kW spotlight pod sufitem do podświetlenia włosów z lewej strony (tutaj trochę bardziej z tyłu); oraz jeszcze (4) reflektor 1kW szerszy strumień zwężony wrotami na białe tło.

Modelka: Sylwia
MUA: Izabela
Skill levelował: Bynio