Minolta Hi-Matic F

Druga połowa ubiegłego wieku to prawdziwy boom aparatów RF – rangefinder, czyli dalmierzowych. A jak jest na coś boom, to produkowane są „poważne” sprzęty, jak i budżetowe. W latach 60/70 nawet te ostatnie, produkowane były w świetnej jakości, po prostu miały mniej funkcji, prostsza budowa, typowy sprzęt dla amatorów.

System pomiaru ostrości za pomocą dalmierza rozpowszechniła Leica, następnie spopularazywały wszystkie istotne dla fotografii firmy. Na czym to polega? W aparacie wbudowany jest dalmierz, czyli obracając pierścieniem ostrości zestawiamy ze sobą dwa obrazy – zwykle jest to żółta lub pomarańczowa plamka obrazu umieszczona „nad” centrum kadru. Po spasowaniu jej z obrazem tła, mamy ostrość w punkcie. Technologia prosta, ale dość skomplikowana w produkcji, za to nie potrzebujemy lustra, pryzmatu, matówki… całego najcięższego złomu i to o największej objętości. Aparaty dalmierzowe są małe, lekkie i dzięki temu idealne do StreetPhoto – na co nastawiła się całkiem spora grupa producentów. W tym Minolta.

Model Hi-Matic F trafił do mnie jako gratis dodany do zestawu z lustrzanką, a ceny wahają się od 150 do nawet 400zł. Zapewne przez niepozorny wygląd został uznany za przedstawiciela „idiotkamerek”. Poniekąd to prawda – z ustawień do dyspozycji jest tylko pokrętło przysłony i ISO, aparat sam dobiera czas dzięki wbudowanemu światłomierzowi. Pokrętło ISO jest sprytnie umieszczone w obiektywie, jedno kółko mniej na szczycie. Ostrość regulowana klasycznie, pierścieniem, ale dzięki zręcznemu uchwytowi, można ją obsługiwać jednym palcem. Poza tym klasyczna budowa – dwa charakterystyczne okna dalmierza, naciąg za pomocą wajchy i spust na górze. Sanki na lampę i tutaj ciekawostka – zakres lampy ustawiamy dodatkowym pierścieniem na obiektywie. Jeszcze nie korzystałem, ale wydaje się to być sensownym rozwiązaniem. Mały, zgrabny, z obiektywem 38mm wbudowanym na stałe, mieści się w kieszeni.

Przyzwoite parametry – dziura 2.7, zakres migawki sterowanej elektronicznie od 4 sekund do 1/724, dziwna wartość – ale nie mamy na nią wpływu, więc niech jej będzie. Zdecydowanie najciekawszym elementem całości są… baterie. Gdyby nie ten aparat, nie wiedziałbym o istnieniu takich. Największe „pluskwowe” baterie jakie widziałem, typ xx640. Wyglądają jak przerośnięte LR44, po jakiś ostrych koksach. Oczywiście 1,35V już nie do zdobycia, są tylko 1,5V i to w jednym sklepie wysyłkowo – za 15zł sztuka. Szkoda było mi wydawać 30zł_plus_przesyłka, no ale w końcu po dwóch miesiącach odżałowałem… Dopiero też wtedy wpadłem na pomysł – przecież można włożyć w jedną szczeliną dwie LR44, a drugą „zdrutować”. Za późno, ale polecam takie rozwiązanie, zamiast wydawać 20x więcej.

Baterie przyszły, zapakowałem przeterminowaną kliszę Kodacolor 200 (z 15 lat) i na miasto. Zastanawiało mnie cały czas ustawianie ostrości, bo wbrew liczeniu metrów „na oko”, wskazania różniły się znacznie. Czyżby mierzył w zależności od wybranej przysłony? Zobaczymy, na razie trzymam się tego co widzę w wizjerze. Faktycznie, zgrabność aparatu to duża zaleta do szybkich zdjęć, z kieszeni, ostrość na 1/4 obrotu mega szybko się ustawia i zdjęcie gotowe. Sprawnie.

Po wywołaniu kolorowego filmu ostrość pasuje. Czyli faktycznie, dalmierz dobiera odległość do przysłony. Super sprawa. Co prawda zdjęcia same w sobie nieźle pocharatane, film z ISO 400 źle znosi datę ważności, szczególnie na małym obrazku, gdzie plamy ziarna robią się niebezpiecznie duże. Za to kolor niebieski na zdjęciach zrobił się bardzo przyjemny – to niebo raczej tak nie wyglądało. Duże kontrasty pomiędzy ciemnymi i jasnymi partiami obrazu – w kolorze wygląda to średnio, ale w czerni i bieli może wyjść spektakularnie. Zobaczymy.

_Kodacolor200_002 _Kodacolor200_003 _Kodacolor200_009 _Kodacolor200_006 _Kodacolor200_012 _Kodacolor200_013 _Kodacolor200_014 _Kodacolor200_016 _Kodacolor200_019 _Kodacolor200_020

_Kodacolor200_018

2 Comments

  1. […] Na górze zdjęcie z wybiegu pędzącej Izydy, więcej info na ten temat . […]

  2. […] W sobotę przytrafił się grill u znajomych żony, a zwykłem zabierać na takie imprezy możliwie niepaździerzowy sprzęt z podobnym ładunkiem. Chciałem zabrać aparacik rodem z CCCP – Cmena 8, jaki niedawno dostałem od Piotra z Husky Team, ale przy zakładaniu kliszy okazał się mieć uszkodzony naciąg. Klisza też wynalazek zza wschodniej granicy, Svema 64 – bardzo lubię i poszukuję. Ostatecznie zapakowałem ją do dalmierzowej Minolty. […]

Comments are Disabled