Nie zawsze sukces. KIEV 60.

Długo szukałem po aukcjach i giełdach aparatu KIEV 60, który powstał w CCCP jako konkurencja dla Pentacon Six z D.D.R. Co ciekawe, nie była to kolejna kopia, jak się powszechnie uważa, tylko konstrukcja od początku do końca zaprojektowana przez rosyjskich (czy ukraińskich) inżynierów. Inna sprawa to obiektywy – te jak chyba wszystkie ówczesne szkła, to kopia – chociaż w tej dziedzinie rosjanie naprawdę dawali radę, często przewyższając oryginalne konstrukcje.

Dleczego KIEV? Uważa się, że jest on pozbawiony wad swojego zachodniego konkurenta, jest bardziej odporny fizycznie, nie nakłada klatek, nie psuje się licznik, a ma to samo mocowanie, więc dostępność szkieł Carla Zeissa bardzo duża. I nie wali lustrem tak, że ręce wyrywa 🙂 No więc wreszcie jest. Znalazł się na aukcji allegro. Przyzwoita cena, wraz z obiektywem jakiego również szukałem – MIR 38 o ogniskowej 65mm. Sprzedawca pisze, że szkło w świetnym stanie, do tego torba i zasobnik na obiektyw. Plus pryzmat z pomiarem TTL.

Długo czekałem, ale wreszcie dotarł. W dwóch paczkach – w jednej aparat, w drugiej obiektyw. Pieczątki z Rosji.. hmmm, adres allegrowicza zdecydowanie był w rejonie kraju. No dobra, otwieram, wyciągam i… Ręce mi opadły. Rozerwana okleina, telepiąca się wajcha naciągu, wgniecenie od dołu. Tyle na szybko. patrzę obiektyw – no wygląda na ok. Zobaczymy co się da zrobić, na razie nie panikuję. Ale potem było tylko gorzej:

– uszkodzony naciąg, nie dochodzi do blokady lustra w dolnym położeniu – od razu wyzwala
– rozerwana okleina, ktoś dobierał się do śrubek
– wgniecenie od dołu obudowy, ale niegroźne
– zardzewiały mechanizm przy rolce odbiorczej, podkładka zrobiona z ruskiej gazety
– nie działaj licznik klatek
– rolka odbiorcza przesuwa błonę o pół klatki
– częściowo rozkręcona obudowa i brak śrubek
– zardzewiała komora baterii w pryzmacie
– grzyb na przednich soczewkach obiektywu
– syf na matówce taki, jakby ktoś popiłem sypnął

No jednym słowem złom. Próby kontaktu ze spodziewanym rezultatem, czyli nijakim. Odczekałem jeszcze parę dni do tego opisu, no ale trudno, okazuje się że zostałem zwyczajnie oszukany. Na szczęście kwota jaką zapłaciłem nie była aż taka wysoka, żeby się miotać i wysyłać łysych kolegów do Rosji, ale niesmak związany z tym krajem tylko się pogłębia.

Postanowiłem spróbować zreanimować sprzęt. Wnikliwe oględziny obiektywu przyniosły raczej pozytywny skutek, kropki są widoczne tylko przy silnym świetle pod kątem i nie powinny w dużym stopniu wpływać na fotografie. Pryzmat wyczyściłem i załadowałem baterie, ale te niestety o wyższym napięciu niż nominalne 1,35V – tym bardziej, że siedzą tu trzy baterie. Łącznie to 0,6V i pomiar przekłamany, muszę sobie zrobić adapterki.

Z aparatem znacznie gorzej. Po zdjęciu górnej części obudowy okazało się, że niektóre elementy są tak wyrobione, że nie ma możliwości skręcenia i uszczelniania luzów. Za to sama blokada położenia lustra i wyzwalanie migawki działają prawidłowo, po przekręceniu wajchy naciągu za ogranicznik obudowy. W ruch poszła wiertarka i szlifierka i zeszlifowałem z dwa milimetry materiału wajchy (ogranicznik jest tak skonstruowany, że trudno go usunąć) i działa! Co prawda dalej się telepie, ale to tylko estetyka. Niestety, licznik nadal nie działa. Wyczyściłem resztę mechanizmu, wypolerowałem matówkę, usunąłem rdzę, poskręcałem co się dało. Podkleiłem okładzinę. Niby pstryka.

Na następny dzień założyłem stary materiał ORWO z lat ’70 i poszedłem na spacer. 13 klatek wypstrykanych w godzinę (aparat daje możliwość zrobienia 13 zdjęć na 12-klatkowej kliszy) i do koreksu. Przy okazji mała sztuczka z przekłamującym TTL – za pomocą zewnętrznego światłomierza zestroiłem prawidłowy punkt regulując pokrętłem czułości na pryzmacie i lampki świeciły w miarę podobnych zakresach. Co prawda nie wiem, czy pomiar kolejnych wartości działa liniowo, czy po krzywej – ale zawsze ogranicza błąd.  Do tego ze względu na zabytkowy materiał jeszcze dodatkowo zjechałem z nominalnego 80 na 50ASA.

Niestety, po wywołaniu otrzymałem niemal całkowicie zaczerniony kawałek rolki. Chyba ostro przesadziłem z wartościami 🙂 Wygląda na to, że film nic nie stracił na czułości. Tak czy owak, naświetlone kawałki błony sięgały tylko do połowy jej długości. Oznacza to, że aparat ponakładał klatki na siebie bardziej, niż można było się spodziewać. Spróbuję zrobić kolejną akcję, podobną jak przeprowadziłem z Pentaconem -> okienko z wizjerem na błonę.

Ale po to szukałem KIEVa, żeby właśnie ten problem wyeliminować 🙁

A tak został zaprezentowany na aukcji. Prawda że dobrze wygląda?
4879285248

One Comment

  1. […] czas temu pisałem o aparacie Kiev 60, na którym to zrobiłem słaby interes. Do zestawu dołączony był obiektyw MIR 38, rosyjski […]

Comments are Disabled