Posts Tagged: bokeh

Król Helios i Cyklopi

Powiało starożytną Grecją, chociaż mowa o sowieckiej Rosji. Co jak co, ale nasi sąsiedzi zza Buga w dziedzinie budowy (i kopiowania) obiektywów nie mieli sobie równych. Często kopie zachodnich rozwiązań byłe lepsze (!!!) od oryginałów, do tego znacznie tańsze.

Najpopularniejsza jest marka obiektywów Helios, montowanych w równie tanich aparatach Zenit ze standardowym obiektywem Helios-44. W całości z metalu i szkła mimo niskiej ceny to świetny obiektyw nawet w obecnych czasach – z powodzeniem można podłączyć do cyfry. Poza tym podstawowym dokupić można było jeszcze kilka innych, w tym portretowy Helios-40 o ogniskowej 85mm i świetle 1.5.  Obecnie doczekał się reedycji, można kupić nojkę sztukę prosto z fabryki za, bagatela, 2500zł. Używki pierwszej wersji chodzą po ok 1500…

twohelios40

Helios-40 w wersji 1 i 2

Co w nim takiego niesamowitego? Obiektyw jak na dzisiejsze czasy i dość wysoką cenę, ma dość kiepskie parametry optyczne. Rozmyte brzegi, wysoka aberracja chromatyczna, ostrość na maksymalnym otworze też pozostawia wiele do życzenia, no i jest manualny. Szczerze mówiąc, w tej cenie znajdziemy całą masę lepszych szkieł portretowych, a dokładając parę stówek mamy np Sigmę ART, która miażdży nawet kilkukrotnie droższe obiektywy. Ale jest jedno ALE.

Za swirlowy bokeh rosyjskich obiektywów, a w szczególności Heliosa-40 nazywanego często królem bokehu, niektórzy są w stanie słono zapłacić. To, co ’40 robi z tłem w odpowiednich warunkach powoduje opad szczęki, a zdjęcia wyglądają jak z bajek Disneya. Mimo to uważam, że wydawanie ponad dwóch tysięcy za obiektyw do użycia tak naprawdę tylko na pełnej dziurze w jednym zastosowaniu jest grubą przesadą.

Na szczęście jest rozwiązanie, a wiedza to potęga pozwalająca zaoszczędzić sporo chajsu 🙂 Mało kto wie, że Helios-40 został zbudowany na bazie szkła stosowanego w celach militarnych. Oczywiście wszystko co wojskowe jest tajne, szczególnie w Rosji Radzieckiej. Początkowo optyka była stosowana w aparatach robiących zdjęcia przebiegów oscyloskopów, często o niskim natężeniu, stąd potrzeba dużej jasności obiektywu. Zbędna była tu przysłona, dlatego obiektyw składał się tylko z grypy szkieł w metalowej obudowie. Po jakimś czasie okazało się, że świetnie sprawdza się w noktowizorach. Skonstruowano też wersję 1.2, większą i cięższą, bardziej toporną przy ustawianiu ostrości. A jak już udało się zamontować w noktowizorze z ustawianiem ostrości, to zdecydowano się po kolejnych kilku latach dołożyć do słoika przysłonę (do wersji 1.5) i zamontować do aparatu. Tym bardziej było to proste, że montowanie w noktowizorze miało gwint M42.

_IMG_9562

Noktowizor Cyklop 1.2

_IMG_3509

Cyklop 1.2 zamontowany przez pierścienie pośrednie w puszce Canona

_MG_8077

Noktowizor Cyklop 1.5

_MG_8071

Cyklop 1.5 zamontowany bezpośrednio w puszce Canona

I tak dochodzimy do sedna sprawy, czyli – zamiast wydawać 2,5k na obiektyw, który i tak będziemy używać na maksymalnych otworach przysłony, możemy poszukać noktowizora za ułamek wartości Heliosa. Oczywiście wszystko zależy gdzie znajdziemy – ceny wahają się od trzystu do dwóch tysięcy, za w pełni sprawny noktowizor. Wykręcamy szkło, wstawiamy adapter do naszej puszki i gotowe. Oba obiektywy (1.2 i 1.5) mają obracany pierścień mocowania statywowego, co jest dość istotne ze względu na sporą wagę. Ostrzenie (1.5) ma bardzo duży zakres, trzeba się nieźle nakręcić pomiędzy granicznymi ustawieniami. Oczywiście przy dziurze 1.5 głębia ostrości jest naprawdę wąska i trzeba uważać, aby trafić w punkt. Pomaga redukcja z dendalionem potwierdzającym ostrość, ale ta też nie zawsze powie o właściwym punkcie. Osobiście polegam na własnym oku i stosuję redukcję bez elektroniki. No i ta pancerna budowa. W razie co, może posłużyć jako broń. Ciekawostką jest kapsel na sznurku – metalowy, zakręcany 🙂 Nie ma opcji, żeby coś mu się stało. Można użyć jako granat ćwiczebny…

_MG_7893

Cyklop 1.5, Canon 5D

_IMG_9545

Zdjęcie Cyklopem 1.2 z konwertrem x3

_MG_7817

Cyklop 1.5, Canon 5D

_MG_7931

Cyklop 1.5, Canon 5D

Oczywiście osiągnięcie takiego efektu wymaga odpowiednich warunków i wiedzy jak je zastosować, ale to nie jest żadna wiedza tajemna i każdy może się tego nauczyć.

Jeśli jesteście zainteresowani zakupem uważajcie, aby nie trafić na wersję noktowizora z dziurą 1.2 -> ten ma dodatkowy element optyczny i zamocowanie do aparatu jest możliwe przez zastosowanie konwertera lub pierścieni makro – tylko wtedy mamy mniejsze pole manewru, no i osobiście uważam że rozmycie tła tego szkła to już mocno pojechany efekt specjalny. Lepiej znaleźć mniejszą i poręczniejszą wersję 1.5, bez dodatkowej optyki.