Posts Tagged: Caffenol

Wiktoria i Svema 64

Jakiś czas temu wpadł mi ręce cały worek filmów sprzed lat, w tym kilka moich ulubionych - jeśli chodzi o aberracyjne klimaty - radzieckich Svema64. Zapakowałem rolkę do kasetki i do EOSa1 i tak przez kilka sesji po kilka klatek wreszcie wymęczyłem. 

Wywołana w Caffenolu C-L "na stojąco" czyli przez 70 minut bez mieszania. Co ciekawe, z każdej sesji dość spore różnice, podejrzewam że zapomniałem o dopasowaniu parametrów ISO. Tutaj jeden kadr z sesji z Wiktorią, od której negatyw starszy o 10 lat.

Modelka: Wiktoria
MUA: Paulina Furgoł

A to feler, westchnął… Bynio.

Ostatnio kilka sesji w aberracyjnym studiu portretowym z użyciem Globiki, a że mam tylko dwie podwójne kasety na negatywy, trzeba coś zroboć z naświetlonym materiałem. Zwykle przekładam je w ciemności do grubego albumu ze zdjęciami, ale akurat miałem pod ręką album portretowy. No  cóż, błąd. Okazało się, że negatyw, chociaż niezbyt gruby, rozszczelnił poszczególne karty i przez kilka dni światło pomału docierało przez błyszczące kartki. Mało tego, jeszcze przez pomyłkę w studiu otworzyłem kasetę zamiast drugiej, pustej. Skąd wiem, że błona naświetliła się przez książkę, a nie w momencie otwarcia kasety? No cóż, naświetliły się aberracyjne napisy z wewnętrznej strony okładki książki 🙂 Widać nawet fakturę kart książki. No i wywołane w caffenolu C-L "na stojaka" negatywy wyglądają tak, jak wyglądają. Zawsze skanuję w kolorze, nawet czarno-biały materiał, ale jeszcze tak mocnego zafarbu nie widziałem. Tak jak na zdjęciu powyżej. I dodatkowo jeszcze jedno ze ściągniętym kolorem. Modelka: Izabela, wkrótce więcej zdjęć, tym razem z cyfry. _orwo_np20_2

Sylwia z Globiki

Sesja z Globiką. Planowo chciałem zrobić sesję na lampach błyskowych, w tym celu podpiąłem niesamowitą migawkę Globiki pod prąd, ale modelce było tak zimno po 1,5 godziny wizażu, że włączyłem jednak światło żarowe. Dwa tysiące wat z lampy pierścieniowej plus 3 x po tysiąc z reflektorów zrobiło ciepełko i równie ciepłe światło, które uwialbiam przy fotografii analogowej. Błyski innym razem. Zdjęcia cyfrowe również w innym wpisie. Tymczasem z czterech negatywów B-W udało się uzyskać jeden obraz.  ORWO NP20 jak zawsze bezkonkurencyjne, nawet jak na materiał przeterminowany 20 lat temu. Niestety na bliskim portrecie jest lekkie poruszenie i nawet nie skanowałem. Drugi z 13x18cm negatywu to właśnie ten tytułowy. Za wywojkę posłużył Caffenol C-L, na bazie kawy rozpuszczalej z Biedronki. Postawiony w kuwecie z negatywem na jakieś 65 minut, z jednym przełożeniem negatywów po ok 5 minutach. Nadal nie udało mi się uzyskać obrazu z ORWO MD-11, to bardzo specyficzny materiał, powinien być wywoływany w oparach amoniaku, ale doczytałem że mocno przetrawiony wywoływacz też powinien dać radę. Caffenol raczej odpada - ale jeszcze spróbuję. Na razie jednak ciemno, następnym razem naświetlę na 6-10 ISO. ------------------------------- Mały update, zdjęcie zostało wyróżnione w magazynie "Fotografia" i wpadło do najlepszych zdjęć miesiąca października. Bardzo nam miło 🙂 fotografia_top Pozowała: Sylwia Malowała: Izabela Guzik na przedłużaczu naciskał: Bynio

Amelia. Analogowo 100%

Zapowiada się dłuższy wpis. Zachciało mi się zrobić sesję czarno białą, tylko w analogu. Co prawda cyfrę czasem użyłem jak miernika światła, tak na wszelki wypadek, ale i tak przestawiłem podgląd na BW. RAWy co prawda i tak zapisują się w kolorze, z czego bardzo zadowolona jest wizażystka 🙂

Tematem sesji portret, a pozowała piękna Amelia. Miałem zamiar potestować kilka ustawień świateł na przyszłość. Jednak współpraca z modelką szła tak dobrze, że przygotowałem raptem 3-4 sety - wolałem chwytać moment. Chwytającymi była Mamiya RB67 z Kodakiem TMax100 i standardowym K/L 127, Canon EOS1 z 85mm i tiltszifterem, zaaładowany zaś był ostatnim filmem Svema64 z mojej lodóweczki negatywowej. Jeszcze gdzieś tam po drodze na chwilę podłączyłem TAIR 11A 135mm, ale nie jestem w stanie określić które to. No i na sam koniec sesji odpaliłem Globicę, po raz pierwszy z formatem 13x18cm.

Na pierwszy ogień film 120, wywołany w Rodinalu 1+50. Efekty? Jakość i ostrość jak zawsze miażdżąca, natomiast nie do końca przypadł mi do gustu dość stonowany obraz. Chciałem nieco większe kontrasty - pytanie czy to kwestia światła, czy wywołania w większym rozcieńczeniu. Do koreksu dorzuciłem jeszcze rolkę ze "streetu" Foton sprzed 30 lat, ale nic z niego nie wyszło - podejrzewam że lekko zabarwił negatyw Kodaka. Ogólnie jednak jest OK.

Jednak robotę na sesji zrobił ruski negatyw sprzed 30 lat. Svema 64 w połączeniu z użytywmi obiektywami i wywołaniem w Caffenolu dał niesamowite obrazy o artystycznym zapędzie. Szczególnie kilka z tiltszifterem, gdzie ziarno przejemnie rozmywało przesuniętą ostrość. Szkoda, że nie mam już więcej tego materiału. Może jeszcze się znajdzie na jakiejś aukcji...

I jeszcze kilka wybranych w pozycji horyzontalnej

Pozowanie Amelii spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłem odpalić tez Globicę. Jeszcze nie miała okazji pracować w studiu, czas najwyższy. Załadowałem więc dwie podwójne kasety zabytkowym ORWO NP20 w rozmiarze 13x18 cm (to dopiero negatyw) i... Stroimy maszynę. Obraz powstający na matówce to poezja. Można się wpatrywać zamiast robić zdjęcia. Obrócony i odbity, ale mimo to robi kolosalne wrażenie przy dobrym oświetleniu.

Przy pierwszym ujęciu zapatrzyłem się jednak i zapomniałem zamknąć migawkę przed wyciągnięciem szybera... No to jeden negatyw jak krew w piach. Drugie już lepiej, migawka odpalona "na oko" ok 1/20 sekundy i gotowe. Aparat jest wyposażony w migawkę zwalnianą ręcznie, o ustawianiu czasów nie ma mowy 🙂 Druga kaseta poszła już sprawniej, pokusiłem się nawet o ustawienie mocnego shiftu. Staram się ustawić ogniskową "nominalną", ale też na oko nie chciało mi się mierzyć. Przy obiektywie 300mm należy miech wyciągnąć na właśnie tyle, aby nie wprowadzać korekty ekspozycji.

No i wywołanie. Pierwsza kuweta z Rodinalem w rozcieńczeniu około 1+80. Przy przeterminowanym materiale to i tak loteria, zostawiłem "na stojaka" na 50 minut. I nic. Biało. No tak, jak migawka otwarta na kilkanaście sekund nie mogło być inaczej. Dorzuciłem kilka kostek lodu aby roztwór miał temperaturę ok 20°C i druga szytka. Kolejna godzina i... JEST! Brawo Ja! 🙂 Dwukrotnie użyty Rodinal dał radę. Kolejną szytkę zamoczyłem w Caffenolu. Godzina bez mieszania i jest kolejna! Niestety, okazało się że modelka lekko się poruszyła i obraz rozmyty. Szkoda. No to czwarta godzina i ostatni materiał. Pusty. Skuteczność 50%, jak na pierwszy raz całkiem dobrze 🙂

Teraz tylko problem ze skanowaniem, mój V500 jest przeznaczony do średniego formatu. Czas na skaner LF. Tymczasem coś poskładam

Voilà. Skanowane na trzy razy, aby nie składać przez środek twarzy. Rozdzielczość wyjątkowo mała jak na skan kliszy - 2400 🙂 Ale przy takim rozmiarze negatywu daje to gigantyczny obraz.

MODEL: Amelia
MUA: Paulina Furgoł

Kilka pieczeni na jednej kawie

Dzisiaj na bogato, kilka eksperymentów na raz z wieloma niewiadomymi. Z worka Pentaxów wygrzebałem dwa modele, MG i Spotmatic, na pierwszy ogień poszedł Spotmatic. PENTAX SPOTMATIC _965A5301 Nieco starszy i w zdecydowanie kiepskim stanie. Na szczęście okazało się, że kiepski stan tylko z zewnątrz, tak długo leżał w jakimś kącie, że brud przeżarł warstwę ozdobnego metalu na obudowie. Aparat w sprzedaży od 1964 roku, co prawda ten może być młodszy - ale kilkanaście lat z pewnością nieużywany. Nasmarowałem mechanizmy z zewnątrz, dokręciłem obiektyw Helios 44-7 i wydaje się że działa. Aparat dostałem z kliszą w środku, nie ruszałem jej choć licznik był wyzerowany i nie wiedziałem ile klatek zostało. Fuji Superia 400, nie jest to najlepszy film, a przeterminowany robi kaszanę straszliwą z ziarnem. Nie miałem też odpowiedniej baterii do światłomierza - aparat jest wyposażony w pomiar światła ze wskazówką w wizjerze, oczywiście pomiar przez obiektyw. Skorzystałem z zewnętrznego i na spacerze z rodziną w Gdańsku zacząłem pstrykać. Licznik wreszcie pokazał 36 i... leciał dalej. O-ooo, otworzyłem klapkę i okazało się że film ma zerwaną perforację... No trudno, przewinąłem kawałek i od nowa, ale już innym razem... _965A5302 Aparacik się sprawdził, mały, poręczny, migawka ustawiana pokrętłem do 1/1000, dwa gniazda synchro. Taki klasyk. Ma też uprzyjemniacz ergonomiczny - nasadka z sankami na wizjer. Jeśli nie korzystamy z lampy, można zdjąć i jest jeszcze ładniejszy i mniejszy. Wykorzystałem go właśnie z lampą, w nocy na spacerach z psem i "Aktywuj się". CAFFENOL C-L Postanowiłem wywołać go jako czarno-biały w Caffenolu - co się wtedy dzieje? Teoretycznie powinien bez problemu się wywołać, co najwyżej z lekkim zabarwieniem brązu. I tutaj przechodzimy do kolejnej pieczeni, czyli powtórnego wykorzystania Caffenolu. Zastanawiałem się czy można skorzystać więcej niż raz - piszą tu i tam że można. Tym bardziej, że rozrobiony prawie litr, a pracuje tylko część roztworu, reszta czeka w butelce. Zlałem więc po pierwszym wołaniu i wrzuciłem do zamrażarki. Dzień przed planowanym "developingiem" wyciągnąłem, rozmroziło się i... jestem już po dwóch filmach. Wygląda, że wszystko ok. Co prawda film kolorowy z Spotmatic'a niestety nie wyszedł - chyba jednak 70 minut w kawie to dla niego za dużo 🙂 Następnym razem spróbuję w Caffenolu z mieszaniem na króko. Tutaj nie wiadomo co zawiodło, czy naświetlanie, czy klisza, czy wywołanie. PENTAX MG _965A5305 Drugą kliszą była Svema 64 z Pentax'a MG. Ten aparat jest równie klasyczny jak Spotmatic, ale widać postęp czasu pierwsze modele wypuszczone w 1981 roku - zamiast analogowej wskazówki są diodki przy wartościach w wizjerze, wydaje się że światłomierz zasilany dwie bateriamy L44 jest precyzyjny i bardzo szybki. Jest jeszcze mniejszy od poprzednika, też bardzo poręczny i ergonomiczny. Migawka kurtynowa do 1/1000, a czas synchronizacji przy 1/100. Nie ma już gniazd, tylko sanki na stałe klasycznie umieszczone na pryzmacie. Do dyspozycji jest wyzwalacz, za to nie ma trybu manualnego. To już ten czas, kiedy zaczęto ogłupiać konsumenta 🙂 Czas dostosowuje się automatycznie do wybranej przysłony na obiektywie, a mając do dyspozycji obiektyw z automatyką przysłony, zamieniamy aparat w idiotkamerkę i wystarczy naciągnąć film i klepać migawką. Możemy za to możliwość regulować oświetlenie w zakresie -2EV do +2EV pokrętłem z lewej strony. Zrobiłem 22 zdjęcia w 11 ujęciach, film przeciąłem i resztę zostawiłem w aparacie. OBIEKTYWY I tutaj kolejna pieczeń - obiektywy. Złącze już bagnetowe, a chciałem potestować różnicę pomiędzy podobnymi obiektywami różnych firm. Mam praktycznie nieużywany ChinonFlex 3.5/200mm i poojcowy Pentacon 4/200mm w już dość kiepskim stanie, z pajączkiem na soczewce od strony mocowania. Druga para to portretowe 135mm -> uznany za plastykę obrazu Jupiter 37A (3.5), który kiedyś dostałem wraz z Zenitem i Pentacon (2.8), który kiedyś dostałem w lesie 🙂 Za parę złotych kupiłem przejściówkę Pentax K - M42 i trochę się zawiodłem, bo nie ostrzy na nieskończoność. Niestety, te kosztują dużo więcej a jakoś nie mam ochoty wydawać na przejściówkę tyle chajsu jak za obiektyw... Zobaczymy co z tego wyjdzie - może pomogą małe dziury przysłony. Pogodę trafiłem dobrą, na ostre foty - chociaż przy 16-22 musiałem schodzić do jakiś 1/8. Najbardziej męczące było każdorazowe przekładanie obiektywu, żeby się nie pomylić najpierw robiłem zawsze najpierw Pentaconem, potem Jupiterem przy 135 i ChinonFlex/Pentacon przy 200mm.Filmy już się suszą, zobaczymy co z tego wyjdzie. Udało się upiec następujące testy za jednym zamachem, chociaż torba była dość ciężka:
  • próba wykorzystania Caffenolu więcej niż raz z przechowywaniem w zamrażalce
  • wywołanie koloru jako czarno-białe
  • sprawdzenie działania dwóch Pentaxów
  • porównanie bliźniaczych obiektywów
A o obiektywach warto napisać coś więcej. Cztery wykorzystane dzisiaj, chociaż podobne, to jednak całkowicie inne. I pod względem budowy, i użytkowania. CHINONFLEX 3.5/200mm _965A5307 Trafił do mnie dzięki osobie, która chyba nie do końca wiedziała co sprzedaje. Czasem tacy się zdarzają, leżał w worku z Pentaxami. Wyciągnąłem go jako pierwszy i szczęka opadła, bo obiektyw bez śladów użytkowania, a jego cena na rynku jest wyższa niż wszystko za co zapłaciłem. Mocowanie M42 i sześciolistkowa przysłona może nie robią wrażenia, ale to pierwsze bardzo lubię bo można wykorzystać obiektyw w wielu aparatach, no z tym drugim trochę słabiej, bokehów ładnych nie będzie. Za to jakość wykonania i precyzja działania naprawdę robi wrażenie. Brak jakichkolwiek luzów, wielki pierścień ostrości w centralnej części obiektywu obraca się na jakieś 270°. Pierścień przysłony blisko mocowania, wąski i przyjemnie klika przy przełączaniu pomiędzy 3.5 a 22. Jeszcze bliżej, przy samej krawędzi mocowania od spodu przełącznik A/M do aparatów z automatyką. Dizajnerom też należą się brawa, paski srebrne na poszczególnych elementach nie wszystkim mogą się podobać, ale na pewno nikt nie powie że są brzydkie. Obiektyw jest dość duży, przednia soczewka ma 62mm, długość też nieco większa niż inne obiektywy o takiej ogniskowej. Również ciężki, duże soczewki i metal użyty do produkcji nie pomagają w obniżeniu wagi, za to sprawiają że konstrukcja jest naprawdę solidna. PENTACON 4/200mm _965A5350 Ten jest u mnie z pakietu "Ojcowizny", zwany też "Potatowym". Ma już swoje lata, używany też niemało, co widać i czuć. Soczewki lekko zaśniedziały od krawędzi, Na pierścieniach pojawiły się delikatne luzy. Niemiecka produkcja mimo iż bardzo doceniana, to jednak blednie przy koledze z Japonii po kątem wykonania. Pierścień ostrości nie ma takiej precyzji, chociaż podobnie umieszczony, nieco węższy. Pierścień przysłony umieszczony jest przed nim, co często prowadzi do ruszenia nim zamiast tym od ostrości. Tutaj jest od 4 do 22, za to piętnastolistkowa przysłona tworzy bardzo ładne kółeczko i przepięknie rozmywa tło. Ponadto ustawianie przysłony jest gładkie, bez stopniowania - bardzo lubię takie rozwiązanie. Obiektyw jest wyraźnie mniejszy, trochę lżejszy, można powiedzieć że dość zgrabny. Przednia soczewka ma 55mm średnicy, całość z gatunku full-metal-jacket. Ciekawym elementem jest wymienne mocowanie - można sobie odkręcić pierścień mocujący i zmienić mocowanie na M42 albo Exakta, jakie posiadam - ręcznie dorabiane przez ślusarza. Z przodu na stałe wbudowana osłona przeciwsłoneczna. Podłączony do cyfry daje przyjemny, miękki obraz, ale z silnymi kontrastami. Naprawdę obraz wyróżnia się na tle innych - celowo nie mówię czy na dobre czy na złe, to subiektywne odczucia. Niestety ergonomia użytkowania na niezbyt wysokim miejscu. PENTACON 2.8/135 _965A5375 Obiektywy o ogniskowej 135mm uznawane kiedyś były za idealne do portretu. W dobie cyfrowej jakoś tak się potoczyło, że za takie uznaje się te między 85 a 100mm... Może ze względu na miejsce, jakich wymagają takie konstrukcje? Ten model trafił do mnie w środku lasu. Poważnie 🙂 Niemal sklepowy stan, nie widać najmniejszego śladu używania. I bardzo ładnie wygląda po podłączeniu do aparatu. Pierścienie stopniowane średnicą, wszystkie na pierwszej połowie przy złączu M42. Ostrość ustawiana tym razem na początku, dopiero potem przysłona. I tak powinno być, model 200mm to jakiś wypadek przy pracy. W początkowym ruchu czuć jakby mniejszy opór, potem kręci już równomiernie ze stałym obciążeniem, jakie znamy z tego typu analogowych sprzętów. Zakres bardzo duży, tak na oko będzie ze 330° - niemal pełen obrót od 1,7m do nieskończoności. Pierścień przysłony przyjemnie pyka i blokuje na konkretnej wartości, ale nie jest tak zacny jak w ChinonFlexie. Tutaj mamy zakres od 2.8 do 22 sześciolistkowej przysłony, to już przyzwoity zakres przy takiej ogniskowej. Na dole jeszcze przełącznik automat/manual do aparatów wspomagających automatykę przysłony i to chyba wszystko co można o nim powiedzieć, Bardzo przyjemnie się go obsługuje, średnica filtra 55mm, a jeszcze coś - fajny pomysł z wbudowaną osłoną przeciwsłoneczną, która jest pierścieniem na przedniej części obiektywu i po prostu przesuwamy ją do przodu w razie potrzeby. Świetne rozwiązanie. JUPITER 37A _965A5364 To poszukiwany i uznawany za jedną z ciekawszych produkcji z byłego Związku Radzieckiego. W porównaniu do innych '135 jest bardzo mały ze średnicą mocowania filtra 52mm, a całość w najgrubszym punkcie nie ma dużo większej średnicy. Jest też króciutki. Większość powierzchni zabiera pierścień ostrości, który mimo upływu lat i wytarć farby chodzi perfekcyjnie, tylko z minimalnym luzem - ale też jest to luz nie przeszkadzający w pracy. Mamy tutaj też rozwiązanie z pierścieniem przysłony z przodu obiektywu, ale w przeciwieństwie do Pentacona nie przeszkadza to zupełnie, może ze względu na ten gigantyczny pierścień ostrości. Przysłona nie ma skoków, dlatego tutaj również możemy dowolnie ustawiać dziurkę. No i 12 listków! Przy tej średnicy soczewek to naprawdę ładnie wygląda, przepiękny bokeh. Całość tworzy świetny obiektyw, mały, zgrabny, precyzyjny. Polecam, także do podłączenia do cyfry. A podsumowując całość tego referatu mogę śmiało powiedzieć, że jeśli używamy przeterminowanego wiele lat materiału niskiej jakości i wywołujemy w kawowej wywojce, różnice w obiektywach są całkowicie zatarte i nie mają najmniejszego znaczenia, co możecie sami ocenić.  Dolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne Miasto

Pentax SFXn – moc lat ’80

Kiedy po raz pierwszy wyciągnąłem go z kartonu odpadków foto, od razu go tam odłożyłem, nawet nie sprawdzając co i jak. Na pierwszy rzut oka wydał mi się jednym z plastikowych  aparatów dla amatorów typu "włóż film i rób zdjęcia na imieninach u cioci". Z czasem karton zaczął się kurczyć i znowu go wygrzebałem, tym razem nieco bardziej się przyglądając. Bardzo się myliłem. Pentax SFX to klasa aparatów "full plastik", ale niech was nie zwiedzie ten materiał. To inny rodzaj "plastikowatości" niż obecnie, materiał jest solidny, części idealnie spasowane, a całość przyjemna w dotyku. Obudowa jest duża, body z gripem świetnie leży w rękach, ma też całkiem przyzwoitą wagę. I jest to pierwszy aparat z wbudowaną i wysuwaną lampą, sporych rozmiarów zresztą. Nie ma kółek na górze obudowy, tylko charakterystyczne dla lat '80 suwaczki, ładowane do wszystkiego wbrew zdrowemu rozsądkowi. Duży wyświetlacz, podświetlany na zielony i strzałki w wizjerze jakoś mocno kojarzą mi się z serialami oglądanymi na Polsacie na początku istnienia tej telewizji 🙂 Kanciasto, solidnie i na wyrost, jak Terminator i Hummer. Ale nie ma tutaj toporności jak w ruskich produkcjach, mimo swojej budowy aparat jest naprawdę ergonomiczny. Przy okazji mega głośny, początkowe zawijanie filmu, migawka i dźwięk windera zwracają uwagę na mieście, ma to swój urok 🙂 SFX ma bagnet z autofocusem i jest całkiem niezłą maszynką od strony funkcjonalności. W trybie półautomatycznym daje możliwość wyboru trybu sportowego i krajobrazowego oraz neutralnego, w trybie pełnej automatyki zamienia się w idiotkamerkę i wszystko robi sam. Po przełączeniu w tryb manualny, staje się klasycznym aparatem, tym bardziej jeśli do dyspozycji mamy analogowy obiektyw. Tutaj wspomagani jesteśmy podpowiedzią ostrości, nawet pokazuje czy celujemy za daleko, czy za blisko. Oczywiście wspomaga DX, czyli automatyczny wybór ISO, ale mamy możliwość ręcznego wprowadzania danych, a w trybie półautomatyki korekcję EV. Ogólnie można z niego zrobić pełny manual, albo full automat z kilkoma trybami pomiędzy. Światłomierz oczywiście mierzy przez obiektyw i robi to bardzo dobrze, tak więc podłączamy wszelkie szkła od czasów bagnetu "K" wzwyż i mamy pomiar na wyświetlaczu i w wizjerze. Do zestawu dostałem jeszcze zewnętrzny wyzwalacz, przewód można podłączyć do gniazda na obudowie i możemy ustawiać zdalnie ostrość i wyzwalać migawkę. Niestety nie dysponuję żadnym obiektywem z AF, dlatego nie mogę w pełni wykorzystać możliwości sprzętu - w pierwszym teście podłączyłem obiektyw Chinon 50mm 1.9, ale to nie jest najlepsze szkło, a przynajmniej do zastosowań gdzie chcemy mieć małe ziarno i coś co nazywam "przyjemnym lookiem". Świetnie nadaje się natomiast do czarno-białego streetfoto. Dlatego pierwsze foty na przeterminowanym Kodaku wyszły bardzo przeciętnie i byłem lekko zawiedziony. Aparat znowu wylądował w kartonie. Jakiś czas później z workiem popsutych Pentaxów dostałem obiektyw firmowany przez Pentax, standardowy 50mm 1.7 - ten  z żółtą kropą (ci co wiedzą to wiedzą 🙂 ) Załadowałem tym razem czarno biały film, przeterminowany Ilford FP4 i do dzieła. No i tutaj zupełnie inna jakość. Nie dość, że film porządny, obiektyw jeszcze lepszy, to zdjęcia wywołane w Caffenolu też zrobiły wrażenie. Ogółem aparat bardzo niedoceniany, mimo iż nie jest to już klasyczny sprzęt analogowy, jakie lubię najbardziej, to muszę przyznać że robienie nim zdjęć sprawia dużą frajdę. Coś mi się wydaje, że jeszcze nie raz się z nim zabawię. Część zdjęć mogliście obejrzeć we wpisie na temat Caffenolu C-L, a tutaj reszta z tej kliszy i te mniej udane z kolorowego Kodaka. _IlfordFP4_003 _IlfordFP4_009 _IlfordFP4_012 _IlfordFP4_014 _IlfordFP4_016 _IlfordFP4_017 _IlfordFP4_020 _IlfordFP4_023 _KodakUltra200_005 _KodakUltra200_012 _KodakUltra400_013 _KodakUltra400_015 _KodakUltra200_002 _KodakUltra400_016 _KodakUltra400_017

Druga kawa na stojaka

Pierwsze wywoływanie negatywu w kawie poszło mi dokładnie tak samo, jak pierwsza kawa, którą zrobiłem dla wujostwa w wieku może 12 lat... Słabo. Druga była już doskonała, podobnie jak wczorajszy roztwór Caffenolu. Tym razem idąc za głosem google, najpierw wygrzałem sodę w piekarniku, co prawda przesadziłem z temperaturą i trochę waliło w domu, ale tylko chwilę. Swoją drogą, pamiętacie życie bez internetu? Nie miałbym szans dowiedzieć w ciągu 10 minut o recepturach, czasach wywoływania, efektach itd... Taką wiedzę trzymali technicy w labach dla siebie, bo na tym zarabiali. Dlatego chwała blogerom i forumiarzom, którzy chcą dzielić się wiedzą - to siła tego świata. Tymczasem w piekarniku soda zrzuciła na wadze całe 20g z kilograma, ciekawe czy to właśnie to było powodem poprzedniego niepowodzenia. Tym razem zrobiłem roztwór na długie wołanie, tzw "na stojąco", tzw Caffenol C-L, bez mieszania poza początkowymi fikołkami. Moja receptura wygląda następująco:
  • 750ml wody destylowanej
  • 12g sody kalcynowanej
  • 7,5g witamicy C
  • 1g bromku potasu
  • 30g kawy rozpuszczalnej
Dlaczego na 750ml, a nie litr? Bo wraz z resztą produktów świetnie mieści się w litrowej buteleczce od wody destylowanej z Orlenu, których używam do roztworów, są najlepsze 🙂 Z bromkiem potasu też wesoła sprawa - wiem, że mają ten specyfik w aptekach, gdzie przyrządzane są leki. Niestety, z zakupem może być problem, bo to także silny środek uspokajający. Zostałem potraktowany jak narkoman i na nic zdały się tłumaczenia... Młody magister chyba nawet nie wiedział o istnieniu błon fotograficznych. Na szczęście z pomocą przyszedł znany serwis aukcyjny, gdzie bez przeszkód zamówiłem 100g za kilka złotych. Roztwór gotowy, temperatura odpowiednia, do koreksu zapakowany film z Pentaxa SFXn, przeterminowany Ilford FP4 (ISO125). Kilka minut wstępnego moczenia (rzadko kiedy mierzę czas) i siup kawa do środka. Kilkanaście obrotów koreksu i na parapet, a tam 70 minut postoju. Nastawiłem budzik i poszedłem grać w Alien Isolation. Przerywanie też dużo łatwiejsze, nie robię roztworu octu tylko zwykłą wodą płukam 2-3 razy. Potem utrwalacz na kilka minut (też rzadko mierzę) i płukanie w wodzie, kilka zmian wody, na koniec minutka-dwie w Tetenalu do zmiękczania i gotowe. Co najbardziej lubię w Caffenolu? Nie zanieczyszcza środowiska. Wylewanie chemii do klopa po wywołaniu filmu zawsze męczy moje sumienie, to jednak nic dobrego dla środowiska. Tutaj same naturalne przyprawy, utrwalacz jest wielokrotnego użytku, więc tak nie boli, a środek zmiękczający to praktycznie płyn do mycia naczyń. Wyciągam film, wieszam i od razu widać że efekt jest naprawdę przyzwoity. Noc powisiał i wysechł - na skaner. Efekty rewelacyjne, sami zobaczcie. Co prawda pomyliłem ustawienia, tzn nie przełączyłem opcji na skan w odcieniach szarości, tylko kolor w 48 bitach, dlatego skany mają lekkie zabarwienie. Ale przynajmniej coś nowego - wiadomo jak wygląda czerń i biel w kolorze 🙂 A Caffenol wylądował w zamrażalniku na drugie wołanie. Zobaczymy, czy można więcej razy użyć. _IlfordFP4_002 _IlfordFP4_024 _IlfordFP4_022 _IlfordFP4_019_IlfordFP4_013 _IlfordFP4_011 _IlfordFP4_008 _IlfordFP4_007

Kawa na wieczór

Jestem fanem kawy. Prawdziwej, najlepiej świeżo zmielonej, zaparzonej w zaparzaczu i przelanej do kubka. To mój codzienny rytuał, kawa na rozpoczęcie pracy o 9:00, druga koło 13:00 po obiedzie... Dzień bez dwóch kaw uważam za stracony. Z mieleniem bywa różnie, odkąd popsuł się ręczny młynek, dlatego pozostaje już zmielona w opakowaniu próżniowym korporacyjnej marki. W ostateczności z ekspresu ciśnieniowego. Jednak zdecydowana większość moich znajomych lubuje się w kawie rozpuszczalnej. Kilka razy próbowałem -coś jak rozpuszczalnik z węglem. Osobiście uważam, że kawę rozpuszczalną można użyć jedynie do... wywoływania filmów. Naprawdę. Sam byłem zaskoczony, kiedy wyczytałem gdzieś kiedyś o Caffenolu - czy mieszance kawy rozpuszczalnej, witaminy C i sody, jako wywoływacza błon światłoczułych. Uwierzcie, to działa. Specjalnie kupiłem na tą okazję najpodlejszą kawę rozpuszczalną jaką znalazłem, do tego kilogram witaminy C ze sklepu zoologicznego i sodę ze sklepu z chemią. Receptury dostępne w necie. Miałem kawałek negatywu Svema64, który został w Canonie AE-1, coś koło 12 klatek. Idealnie. Zabrałem żonę na spacer po Gdańskiej Starówce i przy okazji trochę zdjęć analogowym okiem udało się zrobić. Tak naprawdę próbowałem uruchomić zabytek Leica, ale okazał się bardzo oporny -  o tym innym razem. Dzisiaj przygotowałem pół litra kawy 😉 i do dzieła! Już po wywołaniu widać, że coś nie tak, ale nie ze strony wywołania, tylko naświetleń. Wypróbowałem w tej sesji też nowy obiektyw Pentacon 135mm, obawiam się że ma jakiś problem z automatyką. Do tego soda mogła być wilgotna, bo wywołanie całkowicie odbiega od tego, czego się spodziewałem. Negatyw - zabytkowa Svema64, raczej niewinna, bo z tej samej rolki wyszły inne niesamowite zdjęcia w tym samym aparacie. Możliwe też, że ma problem ze zmierzchem. Niemniej jednak pierwsze wołanie w Caffenolu mam za sobą, wiem czego się spodziewać i następnym razem będzie lepiej 🙂 _Svema64_caffe001_Svema64_caffe007 _Svema64_caffe009 _Svema64_caffe010 _Svema64_caffe011