Posts Tagged: Gdańsk

Turysto! Pamiętaj! I konkurs.

GDAŃSK TO NIE TYLKO DŁUGA I MARIACKA! Dzisiaj, korzystając z okazji wczesnej wizyty w Gdańsku, przeszedłem się po Starówce z aparatem. Wrzuciłem do kasetki film Fotopan Super Orto z roku '81 i załadowałem do Pentax'a Spotmatic z obiektywem Mir 1B. Mam kilka puszek tego materiału, z ostatniej nic nie wyszło - może tym razem? Połowę spaceru po zaułkach centrum Gdańska coś mi nie pasowało - problem z ustawianiem ostrości na matówce. Niby ustawione, ale odległość na podziałce zupełnie się nie zgadza. Dopiero przy próbie zmiany obiektywu na Pentacon 4/200 zauważyłem, że gwint M42 w jaki wyposażony jest ten model, wkręca się na 2-3 obroty. No to jasne, poprzednie zdjęcia do śmieci. Przynajmniej te robione na "dużej dziurze". Na "nieskończoności" w miarę ok, jak niżej: 904_FotonSuperOrto_002 Udało mi się po kilku próbach wkręcić do końca Mir'a, ale z Pentaconem nie dałem rady. Idąc dalej po mniej uczęszczanych przez turystów miejscach dopstrykałem kliszę. Jak widać - wywołane, a Rodinal staje się moim ulubionym wywoływaczem. Materiał ma ciekawą właściwość przebijania jasnych partii na kontrastowe ciemne miejsca, taki analogowy "glow". Poza tym ma bardzo małe ziarno, a podłoże jest przezroczyste. Podoba mi się 🙂 Acha, celowałem w ISO12, ale warto zejść jeszcze niżej. Jedna wartość EV powinna wystarczyć. No właśnie. Zbliżają się wakacje i kolejne oblężenie Gdańska. Szkoda, że gro turystów ogląda tylko pobrzeże, Długa z Długim Targiem i Mariacką... Ewentualnie szczerzej jak trafią na Jarmark. A gdzie dziesiątki miejsc na Starówce, które są równie ciekawe? Naprawdę, warto czasem zejść ze stałego punktu programu. I w związku z tym teraz zagadka z konkursem dla Gdańszczan (i nie tylko). Gdzie zrobiono te trzy zdjęcia poniżej - należy podać nazwę budowli oraz ulicę, z której zrobiono zdjęcie. Kto odpowie prawidłowo, otrzyma w nagrodę analogową, plenerowo - spacerową sesję fotograficzną na terenie gdańskiej starówki dla siebie, albo wskazanej osoby 🙂 904_FotonSuperOrto_020 909_FotonSuperOrto_019 Zdjęcie powyżej - tak, te ściany po lewej są takie krzywe. 1600_FotonSuperOrto_021 Pamiętajcie - nazwa budynku oraz ulica! Odpowiedzi wysyłajcie na maila zbigniew.skupinski@gmail.com Dla ułatwienia - to trzy różne miejsca 😉 Wygrywa pierwsza osoba, która poda prawidłową odpowiedź.

Ostatni projekt dla Wirtualnej Polski

Jutro kończę przygodę w WP po ośmiu latach pracy, niestety nie z własnej woli - został zlikwidowany dział graficzny w Gdańsku. Trochę smutno, bo po takim czasie można zżyć się z ludźmi i z systemem pracy... Ale jestem dobrej myśli, uznaję to za bodziec do rozwoju 🙂 Ostatnim dużym projektem dla firmy było przygotowanie zestawu zdjęć, które posłużyć miały jako wystrój wnętrz nowego biura. Nie takie zwykłe zdjęcia, bo ze względu na rozmiar i specyfikację druku, musiały mieć nawet kilkadziesiąt tysięcy pikseli na boku. Oczywiście nie ma takiego sprzętu nawet w średnim formacie (najlepsza cyfrowa ścianka Leaf Aptus osiąga 80Mpix co daje 10,320 x 7,752 pixli), w związku z czym musiałem posłużyć się technologią, w jakiej wykonywane są gigapanoramy. Tutaj jedynym ograniczeniem jest ogniskowa - im większa, tym mniejsze fragmenty poszczególnych obrazów i tym samym większe zdjęcie da się uzyskać. Canon 5D MarkIII jakiego używałem, strzela klatki o rozdzielczości 22Mpix, a obiektywy dopasowywałem w zależności od fotografowanego obiektu i odległości od niego. Od rewelacyjnej Sigmy ART 50mm poprzez standardową "L'kę" 24-105mm, i Sigmę APO 70-300, aż do poprzedłużanych przez telekonwertery manualnych obiektywów 300mm. Z pomocą przyszedł również program do składania ich w jedną całość i są. Kilkadziesiąt panoram i zdjęć o dużej rozdzielczości powstawało w mniejszych lub większych bólach, samo ich wykonanie to niezła udręka. O ile z samych zdjęć jestem naprawdę zadowolony, to efekty końcowe są różne. Samo malowanie elementów na czerwony kojarzy mi się z latami '90 i "wszędziewiszącą" pseudosztuką z malowaniem w podobny sposób londyńskich budek telefonicznych oraz piętrowych autobusów... Ale nie mi kłócić się z zamysłem projektanta, na to wpływu nie mam. Za to efekt finalny wiszący już na ścianie zwykle zależy od drukarni. I tak na gdańskim projekcie wyszło rewelacyjnie, o tyle to co wyszło z drukarni w Warszawie to litość i trwoga. Nie dość, że każdy bryt w innym odcieniu, to jeszcze część druku pod szkłem straciła pierwotny kolor i szczegóły. I jeszcze mieli wielki problem z przygotowaniem pliku do druku, bo plik za jasny na CMYK... ręce opadają. Trudno, na szczęście decydentom się podoba, a ja końcowym efektem chwalić nie muszę - wolę plikiem źródłowym 🙂 Najsmutniejsze w całej historii jest to, że muszę rozstać się z aparatem, obiektywami i statywem 🙁 Jeszcze smutniej będzie w sklepie na zakupach, żeby się w podobne zaopatrzyć :((( A tu kilka wybranych prac i uwaga - pliki nie zawsze mają poprawną kompozycję, a to ze względu na to że są większe niż docelowe po kadrowaniu. Robiąc zdjęcia nie wiedziałem jaka będzie wielkość ściany i można z obrazu wybrać odpowiednią jego część. Nie zwracajcie uwagi na horyzonty na środku, centralnie umieszczone główne motywy i takie tam niby-błędy 😉 _Neptun_Sigma50 Uniwersytet GdyniaBunkierSonnar180_2000 Dzwon Powisle2 _GdańskPrzystańSonnar180 GdanskStadionSigma50_3000 _GdańskWesterplatteSigma50black GdyniaLodkiSigma300_4000 BudkaMetro Łódki Mordownia Most PAN Poniatowski1 gdansk_rafineria3000 Zuraw_Sonnar180S4000

Gigapanoramy

Mam wielką przyjemność uczestniczyć w pewnym projekcie, który polega na przygotowywaniu olbrzymich zdjęć na ściany. Produkt finalny ma być w skali 1:1 co oznacza, że plik musi mieć np 120tyś pikseli na dłuższym boku. Jak zrobić takie zdjęcie? Nie ma takich matryc w aparatach nawet średnioformatowych za dziesiątki tysięcy, a skanery nie zeskanują czegoś takiego nawet z wielkiego formatu (no, może). Poza tym, to panorama, a takiej obiektyw nie zawsze załapie. Oczywiście obecnie każdy posiadacz smartfona  ma możliwość robienia takich fotek w niskiej rozdzielczości, więc obecnie nikogo taka technologia nie dziwi. Za to aby zrobić taką fotę profesjonalnie, trzeba zrobić nawet kilkadziesiąt małych obiektywem z dużą ogniskową i poskładać. Oczywiście ręcznie trwałoby to długo i możliwe, że byłoby nie do wykonania. Z pomocą przychodzą programy dedykowane do takich rozwiązań, są zarówno darmowe, jak i płatne. Na szczęście mam możliwość korzystać z jednego z najlepszych, AutoPanoGiga. Trzeba przyznać, że robi wrażenie. Efekty pracy czasem bywają zaskakujące, ale równie niesamowite. Zdjęcia tutaj zamieszczone mają po 80 tyś pikseli na dłuższym boku. Oczywiście odbija się to na wadze - 1,5Gb danych na dysku... Tak więc od paru tygodni jeżdżę po Trójmieście i zwiedzam najciekawsze miejsca 🙂 __Neptun

MIR 38 z P-Six i Orwo

Jakiś czas temu pisałem o aparacie Kiev 60, na którym to zrobiłem słaby interes. Do zestawu dołączony był obiektyw MIR 38, rosyjski odpowiednik 65'mm Carla Zeissa. Oczywiście ten drugi kosztuje sporo więcej, dlatego Mir jest świetną alternatywą przy bardzo dobrej jakości. Obiektyw, podobnie jak aparat, także z wadami - jakies kropki, ale widoczne tylko przy ostrym świetle pod kątem. Nie powinny w żaden sposób wpływać na zdjęcia. Leżał sobie dłuższy czas na półce, aż wreszcie podłączyłem go do Pentacon Six (te same mocowanie) i przy okazji szukania kadrów na gigapanoramy, zabrałem go na spacer. Do puszki założyłem zabytkowy film ORWO w stanie bliżej nieokreślonym. Film wywołany "na stojąco" w godzinnym Rodinalu 1+100. Efekty ciekawe, film musiał długo leżeć w oświetlonym miejscu, bo pierwsze klatki trochę ponaświetlane i na całej długości filmu po dwóch stronach naświetlone pasy, z wygaszeniem do centrum kadru. Widać na ramkach, które też zeskanowałem, jak bardzo światło uszkodziło zapakowany negatyw - ale w takiej fotografii dodają uroku. Bliżej końca filmu, gdzie światło musiało się przebijać przez więcej warstw - trochę lepiej. Co ciekawe, materiał nie stracił na ziarnie, tzn jest znikomej wielkości. Trochę zadymienia, ale tak bywa na starych negatywach sprzed kilkudziesięciu lat. Do tego Obiektyw bardzo pozytywnie - kąt 65mm pozwala na nieco więcej niż 80/90 standardowego przy tych aparatach, za to dość mocno "nagina" przestrzeń. Do architektury średnio się nadaje. Za to przy szerszych kadrach jest ok. _orwo_001 _orwo_004 _orwo_002 _orwo_009 _orwo_007

Minolta Hi-Matic F

Druga połowa ubiegłego wieku to prawdziwy boom aparatów RF - rangefinder, czyli dalmierzowych. A jak jest na coś boom, to produkowane są "poważne" sprzęty, jak i budżetowe. W latach 60/70 nawet te ostatnie, produkowane były w świetnej jakości, po prostu miały mniej funkcji, prostsza budowa, typowy sprzęt dla amatorów. System pomiaru ostrości za pomocą dalmierza rozpowszechniła Leica, następnie spopularazywały wszystkie istotne dla fotografii firmy. Na czym to polega? W aparacie wbudowany jest dalmierz, czyli obracając pierścieniem ostrości zestawiamy ze sobą dwa obrazy - zwykle jest to żółta lub pomarańczowa plamka obrazu umieszczona "nad" centrum kadru. Po spasowaniu jej z obrazem tła, mamy ostrość w punkcie. Technologia prosta, ale dość skomplikowana w produkcji, za to nie potrzebujemy lustra, pryzmatu, matówki... całego najcięższego złomu i to o największej objętości. Aparaty dalmierzowe są małe, lekkie i dzięki temu idealne do StreetPhoto - na co nastawiła się całkiem spora grupa producentów. W tym Minolta. Model Hi-Matic F trafił do mnie jako gratis dodany do zestawu z lustrzanką, a ceny wahają się od 150 do nawet 400zł. Zapewne przez niepozorny wygląd został uznany za przedstawiciela "idiotkamerek". Poniekąd to prawda - z ustawień do dyspozycji jest tylko pokrętło przysłony i ISO, aparat sam dobiera czas dzięki wbudowanemu światłomierzowi. Pokrętło ISO jest sprytnie umieszczone w obiektywie, jedno kółko mniej na szczycie. Ostrość regulowana klasycznie, pierścieniem, ale dzięki zręcznemu uchwytowi, można ją obsługiwać jednym palcem. Poza tym klasyczna budowa - dwa charakterystyczne okna dalmierza, naciąg za pomocą wajchy i spust na górze. Sanki na lampę i tutaj ciekawostka - zakres lampy ustawiamy dodatkowym pierścieniem na obiektywie. Jeszcze nie korzystałem, ale wydaje się to być sensownym rozwiązaniem. Mały, zgrabny, z obiektywem 38mm wbudowanym na stałe, mieści się w kieszeni. Przyzwoite parametry - dziura 2.7, zakres migawki sterowanej elektronicznie od 4 sekund do 1/724, dziwna wartość - ale nie mamy na nią wpływu, więc niech jej będzie. Zdecydowanie najciekawszym elementem całości są... baterie. Gdyby nie ten aparat, nie wiedziałbym o istnieniu takich. Największe "pluskwowe" baterie jakie widziałem, typ xx640. Wyglądają jak przerośnięte LR44, po jakiś ostrych koksach. Oczywiście 1,35V już nie do zdobycia, są tylko 1,5V i to w jednym sklepie wysyłkowo - za 15zł sztuka. Szkoda było mi wydawać 30zł_plus_przesyłka, no ale w końcu po dwóch miesiącach odżałowałem... Dopiero też wtedy wpadłem na pomysł - przecież można włożyć w jedną szczeliną dwie LR44, a drugą "zdrutować". Za późno, ale polecam takie rozwiązanie, zamiast wydawać 20x więcej. Baterie przyszły, zapakowałem przeterminowaną kliszę Kodacolor 200 (z 15 lat) i na miasto. Zastanawiało mnie cały czas ustawianie ostrości, bo wbrew liczeniu metrów "na oko", wskazania różniły się znacznie. Czyżby mierzył w zależności od wybranej przysłony? Zobaczymy, na razie trzymam się tego co widzę w wizjerze. Faktycznie, zgrabność aparatu to duża zaleta do szybkich zdjęć, z kieszeni, ostrość na 1/4 obrotu mega szybko się ustawia i zdjęcie gotowe. Sprawnie. Po wywołaniu kolorowego filmu ostrość pasuje. Czyli faktycznie, dalmierz dobiera odległość do przysłony. Super sprawa. Co prawda zdjęcia same w sobie nieźle pocharatane, film z ISO 400 źle znosi datę ważności, szczególnie na małym obrazku, gdzie plamy ziarna robią się niebezpiecznie duże. Za to kolor niebieski na zdjęciach zrobił się bardzo przyjemny - to niebo raczej tak nie wyglądało. Duże kontrasty pomiędzy ciemnymi i jasnymi partiami obrazu - w kolorze wygląda to średnio, ale w czerni i bieli może wyjść spektakularnie. Zobaczymy. _Kodacolor200_002 _Kodacolor200_003 _Kodacolor200_009 _Kodacolor200_006 _Kodacolor200_012 _Kodacolor200_013 _Kodacolor200_014 _Kodacolor200_016 _Kodacolor200_019 _Kodacolor200_020 _Kodacolor200_018

Street Photo

Streetphoto, jak sama nazwa wskazuje - bierzemy aparat i idziemy ulicą. W tej chwili praktycznie każdy ma możliwość uczestniczenia w tym odłamie sztuki fotografii - wszak mało kto nie ma telefonu z aparatem. Drzewiej nie było tak łatwo, albo tachało się kilogramy, albo miało więcej pieniędzy na niewielką Leikę. Im bliżej naszych czasów, tym lepiej, rozwój aparatów dalmierzowych przyczynił się do zmniejszenia puszek, a coraz lepsza optyka pozwoliła na produkowanie "naleśników" czyli płytkich obiektywów. Wiele z nich miało nawet specjalną wypustkę na obiektywie, dzięki której ustawianie ostrości wymagało tylko jednego palucha. Sam zawsze mam w torbie jakiś aparat, jedyny problem to szybkie wyciągnięcie sprzętu, ewentualnie posłuchanie obelg lub szybka ewakuacja przed zarobieniem w zęby. To ostatnie to rzadkość, ale kiedyś mi się przytrafiło - musiałem ratować się ucieczką podczas fotografowania budynków na Dolnym Mieście 😉 Zwykle jednak nie ma kiedy specjalnie połazić i focić, dlatego trzymam aparat niejako "przy okazji" idąc gdzie w jakimś celu. Dzisiaj miałem okazję przejść się po Gdańsku, a ponieważ wracałem z małego reportażu miałem ze sobą aż nadto. W ręku Minolta Hi-Matic F, a w plecaku cyfrowy Canon. Przechodząc przez Starówkę zagadał mnie klasyczny przypadek, nie owijając w bawełnę, miejskiego żura. Spodziewałem się prośby o złotówkę lub dwie "na coś tam", a tu niespodzianka. Czy mógłbym kupić jemu i koledze coś ciepłego do jedzenia w pobliskim barze mlecznym, koniecznie z ziemniakami. O złotówkę lub dwie raczej ciężko, ale ciepły posiłek to zupełnie co innego. Tym bardziej, że prośba o zakup na wynos, bo panów do środka obsługa nie chce wpuścić (z resztą nie ma się co dziwić). No cóż, najpierw musiałem poszukać bankomatu, potem odstać w kolejce w barze i panowie dostali po gołąbku z kartoflami. Ale nic za darmo, moi panowie. W zamian posłucham historii jak to się stało, że wylądowali na ulicy i zrobię parę fotek. Zdecydowanie chętni do współpracy 🙂 Młodszy pan żur to niemal podręcznikowy przypadek. Najpierw rozwód, potem wódka i alkoholizm i utrata pracy, na końcu problemy z własną rodziną. I ulica. Żeby było ciekawiej, pan pochodzi z Pszczyny, gdzie od pewnego czasu mam rodzinę - którą zna z widzenia. Mało tego, pracował jako technik w labie fotograficznym jeszcze za czasów kiedy czarno białe foty wołało się klasycznie, a nie w C-41 🙂 No proszę, jaki świat mały. _965A6036 Drugi z panów był mniej rozmowny, ale ten musiał wiele więcej przejść, sądząc po mocno zniszczonej twarzy. Zapewne znacznie dłużej na ulicy. Uroku nie dodawały świeże blizny na połowie twarzy i nosie. Potknął się wczoraj i przewrócił na chodnik. Czy powodem był alkohol? Pytanie bez odpowiedzi, a poza tym podejrzewam, że całkiem niedawno musiał dostać mocnego łupnia od kogoś, kto chciał wyeliminować bezdomność w nieco mniej subtelny sposób... _965A6037 Panowie szczerze wdzięczni, co się dziwić. Nie zawsze udaje się zdobyć jedzenie, szczególnie ciepłe. Pytanie o możliwość podjęcia pracy - etatu nie ma szans, co nie dziwi szczególnie. Zdarza się coś złapać dorywczo, w zimie zwykle wrzucenie węgla do piwnicy albo pomalowanie płotu w lecie. Dobre i to, ale zwykle starcza na dwa - trzy dni. _965A6035 Dziwnie się czasem w życiu układa.

Zapomniany format – 127mm

Dawno temu, jeszcze przed I Wojną Światową i za czasów jedynego słusznego formatu błon ciętych, Oskar Barnack w zakładach Leitza zaprojektował i wdrożył do produkcji format małoobrazkowy. Jednak czasy były ciężkie, materiały drogie a produkcja jeszcze droższa. Dlatego jako alternatywa wolno rozwijającego się formatu nazywanego 35mm, w 1912 roku Kodak zaprezentował światu format 127mm. Celem było zmniejszenie rozmiarów aparatów, które jednak w formacie 120/220 były dość duże. No i faktycznie, udało się - luka pomiędzy wielkim 120/220 a drogim 35mm została wypełniona, firmy fotograficzne zaczęły projektować aparaty dla tego formatu, zarówno TLR jak i tanie i amatorskie jednoobiektywowe. Format nadal można uznać za "średni", rozmiar wahał się od 3x4, przez 4x4 do 4x6 cm pojedynczej klatki. Jedną z firm produkujących bakelitowe tanie aparaty o konstrukcji cepa była niemiecka Bilora. Mój egzemplarz, dodany jako gratis do jakiegoś zakupu jest przedstawicielem najprostszego możliwego rozwiązania, niżej to już tylko kamera otworkowa 🙂 Blaszana migawka, otwór przesłony to przesuwana blaszka z wyciętymi dwiema dziurkami odpowiadającymi wartościom 8 i 11, czasy 50, 100 i B. Soczewka regulowana na gwincie, a spust to bezpośredni trzpień na sprężynę migawki. Wizjer mniej więcej pokazuje kadr, chociaż uzyskanie tego co się chce to trochę loteria. Film pakujemy otwierając zamek tylnej klapy, którym jest obracane kółko z wystającymi blachami, a klapaka odpada cała. Naciągamy kolejne blachy żeby wstawić film i gotowe. Sama klisza wygląda jak młodszy brat formatu 120. Krótsza, węższa, podobnie jak metalowa rolka. Budowa taka sama, papier osłania materiał światłoczuły, z nadrukiem informacji o poszczególnych klatkach, które widzimy przez czerwone okienko w aparacie. Niestety, film już nieprodukowany, Kodak wycofał się z produkcji w 1995 roku. Albo szukamy przeterminowanych, albo dotniemy sobie z większego formatu 🙂 Z tymi pierwszymi też problem, materiał nawet za czasów masowej produkcji nie był specjalnie popularny, ale udało mi się zdobyć jedną rolkę polskiego Fotopanu S, z terminem na styczeń 1980r. Co do docinania to idealnie się nadaje obcinarka do cygar. Można też zapakować film cięty z 35mm, tylko ogranicznik z korka od wina na rolki założyć i trzeba zakryć okienko w aparacie. Tymczasem założyłem Fotopan, ISO 125, poczekałem na ładną pogodę i... nawet za bardzo nie ma tu co mierzyć, ustawiamy 8/50 i jechane. Dopiero teraz okazało się, że format to 4x6, a na kliszy mieści się 8 takich zdjęć. Niezbyt wiele, miałem nadzieję że więcej jednak da się zrobić. Do tego podwójnie naświetliłem jedną klatkę i ostatecznie jest 7 naświetleń. Ale jak to wywołać? Klisza sprzed 35 lat, wszystko może pójść nie tak. Postanowiłem wywołać "na stojąco" (czyli bez mieszania i długo) w Rodinalu w rozcieńczeniu 1+100. Po godzinie moczenia w zupie, utrwaleniu i wypłukaniu - na pierwszy rzut oka wyglądało na całkiem poprawne naświetlenia. Na drugi rzut oka w skanerze już nie było tak fajnie, co prawda histogram pokrywał nawet spory obszar, ale wygląda na to że przez lata leżenia niewiadomogdzie film został lekko naświetlony przez papier. Widać to w miejscu, gdzie była czarna kropa - to miejsce jest ciemniejsze od innych. Do tego całkiem białe i czarne paprochy, jakby niektóre pierwiastki straciły moc i znikły. Mimo to cel osiągnięty, idiotkamerka z lat '50 działa, da się tym robić zdjęcia przy minimum umiejętności. A co z tego wyszło poniżej. Kontrastu prawie nie ma, mocne zadymienie, ale jakoś tak klimatycznie 🙂 Gdańsk Gdańsk Gdańsk Gdańsk Gdańsk Gdańsk

Kilka pieczeni na jednej kawie

Dzisiaj na bogato, kilka eksperymentów na raz z wieloma niewiadomymi. Z worka Pentaxów wygrzebałem dwa modele, MG i Spotmatic, na pierwszy ogień poszedł Spotmatic. PENTAX SPOTMATIC _965A5301 Nieco starszy i w zdecydowanie kiepskim stanie. Na szczęście okazało się, że kiepski stan tylko z zewnątrz, tak długo leżał w jakimś kącie, że brud przeżarł warstwę ozdobnego metalu na obudowie. Aparat w sprzedaży od 1964 roku, co prawda ten może być młodszy - ale kilkanaście lat z pewnością nieużywany. Nasmarowałem mechanizmy z zewnątrz, dokręciłem obiektyw Helios 44-7 i wydaje się że działa. Aparat dostałem z kliszą w środku, nie ruszałem jej choć licznik był wyzerowany i nie wiedziałem ile klatek zostało. Fuji Superia 400, nie jest to najlepszy film, a przeterminowany robi kaszanę straszliwą z ziarnem. Nie miałem też odpowiedniej baterii do światłomierza - aparat jest wyposażony w pomiar światła ze wskazówką w wizjerze, oczywiście pomiar przez obiektyw. Skorzystałem z zewnętrznego i na spacerze z rodziną w Gdańsku zacząłem pstrykać. Licznik wreszcie pokazał 36 i... leciał dalej. O-ooo, otworzyłem klapkę i okazało się że film ma zerwaną perforację... No trudno, przewinąłem kawałek i od nowa, ale już innym razem... _965A5302 Aparacik się sprawdził, mały, poręczny, migawka ustawiana pokrętłem do 1/1000, dwa gniazda synchro. Taki klasyk. Ma też uprzyjemniacz ergonomiczny - nasadka z sankami na wizjer. Jeśli nie korzystamy z lampy, można zdjąć i jest jeszcze ładniejszy i mniejszy. Wykorzystałem go właśnie z lampą, w nocy na spacerach z psem i "Aktywuj się". CAFFENOL C-L Postanowiłem wywołać go jako czarno-biały w Caffenolu - co się wtedy dzieje? Teoretycznie powinien bez problemu się wywołać, co najwyżej z lekkim zabarwieniem brązu. I tutaj przechodzimy do kolejnej pieczeni, czyli powtórnego wykorzystania Caffenolu. Zastanawiałem się czy można skorzystać więcej niż raz - piszą tu i tam że można. Tym bardziej, że rozrobiony prawie litr, a pracuje tylko część roztworu, reszta czeka w butelce. Zlałem więc po pierwszym wołaniu i wrzuciłem do zamrażarki. Dzień przed planowanym "developingiem" wyciągnąłem, rozmroziło się i... jestem już po dwóch filmach. Wygląda, że wszystko ok. Co prawda film kolorowy z Spotmatic'a niestety nie wyszedł - chyba jednak 70 minut w kawie to dla niego za dużo 🙂 Następnym razem spróbuję w Caffenolu z mieszaniem na króko. Tutaj nie wiadomo co zawiodło, czy naświetlanie, czy klisza, czy wywołanie. PENTAX MG _965A5305 Drugą kliszą była Svema 64 z Pentax'a MG. Ten aparat jest równie klasyczny jak Spotmatic, ale widać postęp czasu pierwsze modele wypuszczone w 1981 roku - zamiast analogowej wskazówki są diodki przy wartościach w wizjerze, wydaje się że światłomierz zasilany dwie bateriamy L44 jest precyzyjny i bardzo szybki. Jest jeszcze mniejszy od poprzednika, też bardzo poręczny i ergonomiczny. Migawka kurtynowa do 1/1000, a czas synchronizacji przy 1/100. Nie ma już gniazd, tylko sanki na stałe klasycznie umieszczone na pryzmacie. Do dyspozycji jest wyzwalacz, za to nie ma trybu manualnego. To już ten czas, kiedy zaczęto ogłupiać konsumenta 🙂 Czas dostosowuje się automatycznie do wybranej przysłony na obiektywie, a mając do dyspozycji obiektyw z automatyką przysłony, zamieniamy aparat w idiotkamerkę i wystarczy naciągnąć film i klepać migawką. Możemy za to możliwość regulować oświetlenie w zakresie -2EV do +2EV pokrętłem z lewej strony. Zrobiłem 22 zdjęcia w 11 ujęciach, film przeciąłem i resztę zostawiłem w aparacie. OBIEKTYWY I tutaj kolejna pieczeń - obiektywy. Złącze już bagnetowe, a chciałem potestować różnicę pomiędzy podobnymi obiektywami różnych firm. Mam praktycznie nieużywany ChinonFlex 3.5/200mm i poojcowy Pentacon 4/200mm w już dość kiepskim stanie, z pajączkiem na soczewce od strony mocowania. Druga para to portretowe 135mm -> uznany za plastykę obrazu Jupiter 37A (3.5), który kiedyś dostałem wraz z Zenitem i Pentacon (2.8), który kiedyś dostałem w lesie 🙂 Za parę złotych kupiłem przejściówkę Pentax K - M42 i trochę się zawiodłem, bo nie ostrzy na nieskończoność. Niestety, te kosztują dużo więcej a jakoś nie mam ochoty wydawać na przejściówkę tyle chajsu jak za obiektyw... Zobaczymy co z tego wyjdzie - może pomogą małe dziury przysłony. Pogodę trafiłem dobrą, na ostre foty - chociaż przy 16-22 musiałem schodzić do jakiś 1/8. Najbardziej męczące było każdorazowe przekładanie obiektywu, żeby się nie pomylić najpierw robiłem zawsze najpierw Pentaconem, potem Jupiterem przy 135 i ChinonFlex/Pentacon przy 200mm.Filmy już się suszą, zobaczymy co z tego wyjdzie. Udało się upiec następujące testy za jednym zamachem, chociaż torba była dość ciężka:
  • próba wykorzystania Caffenolu więcej niż raz z przechowywaniem w zamrażalce
  • wywołanie koloru jako czarno-białe
  • sprawdzenie działania dwóch Pentaxów
  • porównanie bliźniaczych obiektywów
A o obiektywach warto napisać coś więcej. Cztery wykorzystane dzisiaj, chociaż podobne, to jednak całkowicie inne. I pod względem budowy, i użytkowania. CHINONFLEX 3.5/200mm _965A5307 Trafił do mnie dzięki osobie, która chyba nie do końca wiedziała co sprzedaje. Czasem tacy się zdarzają, leżał w worku z Pentaxami. Wyciągnąłem go jako pierwszy i szczęka opadła, bo obiektyw bez śladów użytkowania, a jego cena na rynku jest wyższa niż wszystko za co zapłaciłem. Mocowanie M42 i sześciolistkowa przysłona może nie robią wrażenia, ale to pierwsze bardzo lubię bo można wykorzystać obiektyw w wielu aparatach, no z tym drugim trochę słabiej, bokehów ładnych nie będzie. Za to jakość wykonania i precyzja działania naprawdę robi wrażenie. Brak jakichkolwiek luzów, wielki pierścień ostrości w centralnej części obiektywu obraca się na jakieś 270°. Pierścień przysłony blisko mocowania, wąski i przyjemnie klika przy przełączaniu pomiędzy 3.5 a 22. Jeszcze bliżej, przy samej krawędzi mocowania od spodu przełącznik A/M do aparatów z automatyką. Dizajnerom też należą się brawa, paski srebrne na poszczególnych elementach nie wszystkim mogą się podobać, ale na pewno nikt nie powie że są brzydkie. Obiektyw jest dość duży, przednia soczewka ma 62mm, długość też nieco większa niż inne obiektywy o takiej ogniskowej. Również ciężki, duże soczewki i metal użyty do produkcji nie pomagają w obniżeniu wagi, za to sprawiają że konstrukcja jest naprawdę solidna. PENTACON 4/200mm _965A5350 Ten jest u mnie z pakietu "Ojcowizny", zwany też "Potatowym". Ma już swoje lata, używany też niemało, co widać i czuć. Soczewki lekko zaśniedziały od krawędzi, Na pierścieniach pojawiły się delikatne luzy. Niemiecka produkcja mimo iż bardzo doceniana, to jednak blednie przy koledze z Japonii po kątem wykonania. Pierścień ostrości nie ma takiej precyzji, chociaż podobnie umieszczony, nieco węższy. Pierścień przysłony umieszczony jest przed nim, co często prowadzi do ruszenia nim zamiast tym od ostrości. Tutaj jest od 4 do 22, za to piętnastolistkowa przysłona tworzy bardzo ładne kółeczko i przepięknie rozmywa tło. Ponadto ustawianie przysłony jest gładkie, bez stopniowania - bardzo lubię takie rozwiązanie. Obiektyw jest wyraźnie mniejszy, trochę lżejszy, można powiedzieć że dość zgrabny. Przednia soczewka ma 55mm średnicy, całość z gatunku full-metal-jacket. Ciekawym elementem jest wymienne mocowanie - można sobie odkręcić pierścień mocujący i zmienić mocowanie na M42 albo Exakta, jakie posiadam - ręcznie dorabiane przez ślusarza. Z przodu na stałe wbudowana osłona przeciwsłoneczna. Podłączony do cyfry daje przyjemny, miękki obraz, ale z silnymi kontrastami. Naprawdę obraz wyróżnia się na tle innych - celowo nie mówię czy na dobre czy na złe, to subiektywne odczucia. Niestety ergonomia użytkowania na niezbyt wysokim miejscu. PENTACON 2.8/135 _965A5375 Obiektywy o ogniskowej 135mm uznawane kiedyś były za idealne do portretu. W dobie cyfrowej jakoś tak się potoczyło, że za takie uznaje się te między 85 a 100mm... Może ze względu na miejsce, jakich wymagają takie konstrukcje? Ten model trafił do mnie w środku lasu. Poważnie 🙂 Niemal sklepowy stan, nie widać najmniejszego śladu używania. I bardzo ładnie wygląda po podłączeniu do aparatu. Pierścienie stopniowane średnicą, wszystkie na pierwszej połowie przy złączu M42. Ostrość ustawiana tym razem na początku, dopiero potem przysłona. I tak powinno być, model 200mm to jakiś wypadek przy pracy. W początkowym ruchu czuć jakby mniejszy opór, potem kręci już równomiernie ze stałym obciążeniem, jakie znamy z tego typu analogowych sprzętów. Zakres bardzo duży, tak na oko będzie ze 330° - niemal pełen obrót od 1,7m do nieskończoności. Pierścień przysłony przyjemnie pyka i blokuje na konkretnej wartości, ale nie jest tak zacny jak w ChinonFlexie. Tutaj mamy zakres od 2.8 do 22 sześciolistkowej przysłony, to już przyzwoity zakres przy takiej ogniskowej. Na dole jeszcze przełącznik automat/manual do aparatów wspomagających automatykę przysłony i to chyba wszystko co można o nim powiedzieć, Bardzo przyjemnie się go obsługuje, średnica filtra 55mm, a jeszcze coś - fajny pomysł z wbudowaną osłoną przeciwsłoneczną, która jest pierścieniem na przedniej części obiektywu i po prostu przesuwamy ją do przodu w razie potrzeby. Świetne rozwiązanie. JUPITER 37A _965A5364 To poszukiwany i uznawany za jedną z ciekawszych produkcji z byłego Związku Radzieckiego. W porównaniu do innych '135 jest bardzo mały ze średnicą mocowania filtra 52mm, a całość w najgrubszym punkcie nie ma dużo większej średnicy. Jest też króciutki. Większość powierzchni zabiera pierścień ostrości, który mimo upływu lat i wytarć farby chodzi perfekcyjnie, tylko z minimalnym luzem - ale też jest to luz nie przeszkadzający w pracy. Mamy tutaj też rozwiązanie z pierścieniem przysłony z przodu obiektywu, ale w przeciwieństwie do Pentacona nie przeszkadza to zupełnie, może ze względu na ten gigantyczny pierścień ostrości. Przysłona nie ma skoków, dlatego tutaj również możemy dowolnie ustawiać dziurkę. No i 12 listków! Przy tej średnicy soczewek to naprawdę ładnie wygląda, przepiękny bokeh. Całość tworzy świetny obiektyw, mały, zgrabny, precyzyjny. Polecam, także do podłączenia do cyfry. A podsumowując całość tego referatu mogę śmiało powiedzieć, że jeśli używamy przeterminowanego wiele lat materiału niskiej jakości i wywołujemy w kawowej wywojce, różnice w obiektywach są całkowicie zatarte i nie mają najmniejszego znaczenia, co możecie sami ocenić.  Dolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne Miasto

Pentax SFXn – moc lat ’80

Kiedy po raz pierwszy wyciągnąłem go z kartonu odpadków foto, od razu go tam odłożyłem, nawet nie sprawdzając co i jak. Na pierwszy rzut oka wydał mi się jednym z plastikowych  aparatów dla amatorów typu "włóż film i rób zdjęcia na imieninach u cioci". Z czasem karton zaczął się kurczyć i znowu go wygrzebałem, tym razem nieco bardziej się przyglądając. Bardzo się myliłem. Pentax SFX to klasa aparatów "full plastik", ale niech was nie zwiedzie ten materiał. To inny rodzaj "plastikowatości" niż obecnie, materiał jest solidny, części idealnie spasowane, a całość przyjemna w dotyku. Obudowa jest duża, body z gripem świetnie leży w rękach, ma też całkiem przyzwoitą wagę. I jest to pierwszy aparat z wbudowaną i wysuwaną lampą, sporych rozmiarów zresztą. Nie ma kółek na górze obudowy, tylko charakterystyczne dla lat '80 suwaczki, ładowane do wszystkiego wbrew zdrowemu rozsądkowi. Duży wyświetlacz, podświetlany na zielony i strzałki w wizjerze jakoś mocno kojarzą mi się z serialami oglądanymi na Polsacie na początku istnienia tej telewizji 🙂 Kanciasto, solidnie i na wyrost, jak Terminator i Hummer. Ale nie ma tutaj toporności jak w ruskich produkcjach, mimo swojej budowy aparat jest naprawdę ergonomiczny. Przy okazji mega głośny, początkowe zawijanie filmu, migawka i dźwięk windera zwracają uwagę na mieście, ma to swój urok 🙂 SFX ma bagnet z autofocusem i jest całkiem niezłą maszynką od strony funkcjonalności. W trybie półautomatycznym daje możliwość wyboru trybu sportowego i krajobrazowego oraz neutralnego, w trybie pełnej automatyki zamienia się w idiotkamerkę i wszystko robi sam. Po przełączeniu w tryb manualny, staje się klasycznym aparatem, tym bardziej jeśli do dyspozycji mamy analogowy obiektyw. Tutaj wspomagani jesteśmy podpowiedzią ostrości, nawet pokazuje czy celujemy za daleko, czy za blisko. Oczywiście wspomaga DX, czyli automatyczny wybór ISO, ale mamy możliwość ręcznego wprowadzania danych, a w trybie półautomatyki korekcję EV. Ogólnie można z niego zrobić pełny manual, albo full automat z kilkoma trybami pomiędzy. Światłomierz oczywiście mierzy przez obiektyw i robi to bardzo dobrze, tak więc podłączamy wszelkie szkła od czasów bagnetu "K" wzwyż i mamy pomiar na wyświetlaczu i w wizjerze. Do zestawu dostałem jeszcze zewnętrzny wyzwalacz, przewód można podłączyć do gniazda na obudowie i możemy ustawiać zdalnie ostrość i wyzwalać migawkę. Niestety nie dysponuję żadnym obiektywem z AF, dlatego nie mogę w pełni wykorzystać możliwości sprzętu - w pierwszym teście podłączyłem obiektyw Chinon 50mm 1.9, ale to nie jest najlepsze szkło, a przynajmniej do zastosowań gdzie chcemy mieć małe ziarno i coś co nazywam "przyjemnym lookiem". Świetnie nadaje się natomiast do czarno-białego streetfoto. Dlatego pierwsze foty na przeterminowanym Kodaku wyszły bardzo przeciętnie i byłem lekko zawiedziony. Aparat znowu wylądował w kartonie. Jakiś czas później z workiem popsutych Pentaxów dostałem obiektyw firmowany przez Pentax, standardowy 50mm 1.7 - ten  z żółtą kropą (ci co wiedzą to wiedzą 🙂 ) Załadowałem tym razem czarno biały film, przeterminowany Ilford FP4 i do dzieła. No i tutaj zupełnie inna jakość. Nie dość, że film porządny, obiektyw jeszcze lepszy, to zdjęcia wywołane w Caffenolu też zrobiły wrażenie. Ogółem aparat bardzo niedoceniany, mimo iż nie jest to już klasyczny sprzęt analogowy, jakie lubię najbardziej, to muszę przyznać że robienie nim zdjęć sprawia dużą frajdę. Coś mi się wydaje, że jeszcze nie raz się z nim zabawię. Część zdjęć mogliście obejrzeć we wpisie na temat Caffenolu C-L, a tutaj reszta z tej kliszy i te mniej udane z kolorowego Kodaka. _IlfordFP4_003 _IlfordFP4_009 _IlfordFP4_012 _IlfordFP4_014 _IlfordFP4_016 _IlfordFP4_017 _IlfordFP4_020 _IlfordFP4_023 _KodakUltra200_005 _KodakUltra200_012 _KodakUltra400_013 _KodakUltra400_015 _KodakUltra200_002 _KodakUltra400_016 _KodakUltra400_017

Druga kawa na stojaka

Pierwsze wywoływanie negatywu w kawie poszło mi dokładnie tak samo, jak pierwsza kawa, którą zrobiłem dla wujostwa w wieku może 12 lat... Słabo. Druga była już doskonała, podobnie jak wczorajszy roztwór Caffenolu. Tym razem idąc za głosem google, najpierw wygrzałem sodę w piekarniku, co prawda przesadziłem z temperaturą i trochę waliło w domu, ale tylko chwilę. Swoją drogą, pamiętacie życie bez internetu? Nie miałbym szans dowiedzieć w ciągu 10 minut o recepturach, czasach wywoływania, efektach itd... Taką wiedzę trzymali technicy w labach dla siebie, bo na tym zarabiali. Dlatego chwała blogerom i forumiarzom, którzy chcą dzielić się wiedzą - to siła tego świata. Tymczasem w piekarniku soda zrzuciła na wadze całe 20g z kilograma, ciekawe czy to właśnie to było powodem poprzedniego niepowodzenia. Tym razem zrobiłem roztwór na długie wołanie, tzw "na stojąco", tzw Caffenol C-L, bez mieszania poza początkowymi fikołkami. Moja receptura wygląda następująco:
  • 750ml wody destylowanej
  • 12g sody kalcynowanej
  • 7,5g witamicy C
  • 1g bromku potasu
  • 30g kawy rozpuszczalnej
Dlaczego na 750ml, a nie litr? Bo wraz z resztą produktów świetnie mieści się w litrowej buteleczce od wody destylowanej z Orlenu, których używam do roztworów, są najlepsze 🙂 Z bromkiem potasu też wesoła sprawa - wiem, że mają ten specyfik w aptekach, gdzie przyrządzane są leki. Niestety, z zakupem może być problem, bo to także silny środek uspokajający. Zostałem potraktowany jak narkoman i na nic zdały się tłumaczenia... Młody magister chyba nawet nie wiedział o istnieniu błon fotograficznych. Na szczęście z pomocą przyszedł znany serwis aukcyjny, gdzie bez przeszkód zamówiłem 100g za kilka złotych. Roztwór gotowy, temperatura odpowiednia, do koreksu zapakowany film z Pentaxa SFXn, przeterminowany Ilford FP4 (ISO125). Kilka minut wstępnego moczenia (rzadko kiedy mierzę czas) i siup kawa do środka. Kilkanaście obrotów koreksu i na parapet, a tam 70 minut postoju. Nastawiłem budzik i poszedłem grać w Alien Isolation. Przerywanie też dużo łatwiejsze, nie robię roztworu octu tylko zwykłą wodą płukam 2-3 razy. Potem utrwalacz na kilka minut (też rzadko mierzę) i płukanie w wodzie, kilka zmian wody, na koniec minutka-dwie w Tetenalu do zmiękczania i gotowe. Co najbardziej lubię w Caffenolu? Nie zanieczyszcza środowiska. Wylewanie chemii do klopa po wywołaniu filmu zawsze męczy moje sumienie, to jednak nic dobrego dla środowiska. Tutaj same naturalne przyprawy, utrwalacz jest wielokrotnego użytku, więc tak nie boli, a środek zmiękczający to praktycznie płyn do mycia naczyń. Wyciągam film, wieszam i od razu widać że efekt jest naprawdę przyzwoity. Noc powisiał i wysechł - na skaner. Efekty rewelacyjne, sami zobaczcie. Co prawda pomyliłem ustawienia, tzn nie przełączyłem opcji na skan w odcieniach szarości, tylko kolor w 48 bitach, dlatego skany mają lekkie zabarwienie. Ale przynajmniej coś nowego - wiadomo jak wygląda czerń i biel w kolorze 🙂 A Caffenol wylądował w zamrażalniku na drugie wołanie. Zobaczymy, czy można więcej razy użyć. _IlfordFP4_002 _IlfordFP4_024 _IlfordFP4_022 _IlfordFP4_019_IlfordFP4_013 _IlfordFP4_011 _IlfordFP4_008 _IlfordFP4_007