Posts Tagged: Mamiya

Andrzej Andrew

Dzisiaj, dla odmiany, powrót do aberracyjnych korzeni. Ostatni mało czasu na eksperymenty, przez nawał pracy i komercyjne zdjęcia. Jednak znalazła się chwila na spotkanie z bardzo ciekawą postacią, Andrzejem Łączyńskim - artystą, którego prace zachwycają. Spotkaliśmy się jakiś czas temu, kiedy szukał niewielkiej gitary jako bazy pod jedną ze swoich prac. Teraz odpowiedział na moje ogłoszenie, szukałem żarówki UV. Mały barter, a przy okazji analogowa sesja z Mamiya i bardzo, bardzo starym negatywem Orwo. Trudno określić rok, ponieważ na rolce nie ma oznaczeń, natomiast sama szpula wykonana jest z drewna i metalu, szacuję więc na lata '60, ewentualnie początek '70.

Oczywiście duża szansa, że nic z tego nie wyjdzie, jakież więc zaskoczenie, gdy negatyw nie dość że dobrze naświetlony (celowałem w ISO50), to jeszcze bez większego zadymienia i ziarna wielkości cegieł. Niestety, leżał zapewne w wilgotnym miejscu, ponieważ drobinki papieru zostały na filmie. Mimo to, naprawdę ciekawie to wyszło. Film wywołany w Fomadonie R09 w "na oko" rozcieńczeniu 1+50, z "na oko" mierzonym czasem ok 17 minut i "na oko" mieszanym koreksem, z pięć razy w przerwach między robieniem obiadu a siorbaniem kawy.

Zapraszam do zapoznania się z twórczością Andrzeja, a wkrótce też na nową stronę internetową, budowaną w Aberracjach

Inspiracje Pirelli, odcinek IV

Sesja z końca czerwca (!), do której inspiarcją była Patricia Arquette z okładki kalendarza w roku 1998. Długo nie mogłem zabrać się za obróbkę, ponieważ zrobiliśmy kilka gaf podczas sesji i nie wiedziałem jak to ugryźć.
Ostatecznie popełniłem kilka zupełnie różnych klimatów z jednej sesji, a samo zdjęcie wzorcowe zostawiłem na koniec. Dlatego zdjęcia wyjątkowo zróżnicowane.

Negatyw w Mamiya RB67 - Kodak VPS z 1996, ale ta rolka trochę bardziej poturbowana przez ubiegający czas, stąd niedoświetlenie i pierwsze zdjęcia z dużo większym ziarnem i nikłym kontrastem. Jednak dało się wyciągnąć ile trzeba.

Dalej kombinowaliśmy cyfrowo w różnych wersjach, także z "tiltszifterem"

Zdjęcia, które uznałem za stracone w pierwszej chwili, udało się jednak uratować w mocniejszej postprodukcji, ale też zupełnie w innym klimacie:

I na koniec zdjęcie, które zainspirowało do sesji.

Udział wzięli:
Modelka: Olka
MUA: Izabela
Naciskał guziki i suwał suwakami: Bynio

Roma. Piękne imię, piękna modelka.

Kolejna inspiracja Pirelli, ale w złagodzonej formie. Rok 1974 i zdjęcia Hansa Feurera - jedną z modelek była Marana. Mocne kontrasty, ostre światła i intensywne kolory, jak na ówczesne czasy to było naprawdę mocne.
Jednak uroda Romy nie pasowała do wyzywających zdjęć z pierwowzoru, dlatego ujęcia są subtelniejsze, delikatniejsze. To też pierwsze kroki w modelingu, dlatego zrezygnowałem z ujęć, które mogłyby jednoznacznie zaszufladkować styl modelki i zrobiliśmy porterty "statyczne". Osobiście uważam takie za najtrudniejsze, ponieważ trudno jest zagrać tylko twarzą - jednak Roma sprawdziła się w tej roli doskonale.

Zdjęcia analogowe to przeterminowany Kodak EGP, jednak zaskakująco dobrze oddał barwę skóry. Nieco większe ziarno, ogólnie skany wyglądają bardzo, bardzo dobrze. Cyfrowo klasycznie, szkło Canona 85mm.

Poniżej zestaw kilku zdjęć cyfrowych na przewijaku. Miłego oglądania.

...i jedno "półanalogowe":

A na koniec nasza inspiracja, w wydaniu cyfrowym, analogowym i oryginalnym.

Pozowała: Roma
Malowała: Makijażystka Izabela Jurczak
Kliszę zakładał i guzik naciskał: Zbigniew Skupiński

Projekt „Pirelli” – sesja z Amelią

Jakiś czas temu wpadł mi w ręce pięknie wydany album ze zdjęciami kalendarza Pirelli, przekrój lat 1964-2004 (bez '75-'84?). Świetne zdjęcia, nie tak nachalne i epatujące nagością jak klasyczne produkcje wiszące na ścianach w warsztatach samochodowych, ale przemyślane, artystyczne wizje, które z powodzeniem mogą zostać uznane za dzieła sztuki. Zaświtała mi myśl, aby wykorzystać część zdjęć jako inspiracje i spróbować je odtworzyć w moim małym studiu, lub plenerze, czy też gdzie inspiracja powiedzie. Oczywiście zdjęcia w większości analogowo, a żeby wczuć się w klimat, także na przeterminowanych kliszach z tamtego okresu. W miarę możliwości wykorzystuję też światło żarowe albo zastane, no chyba że nie ma innego wyjścia to podłączam okablowanie do Mamiya i strzelam lampami. Kilka sesji już zrealizowanych, a jeszcze wiele w planach 🙂

Na pierwszy ogień poszła Amelia, znana już z sesji analogowej ze Svemą i analogowym "tiltshifterem". Jako inspiracja wybrana została sesja Briana Duffy z 1973 roku. Z założenia nie mam zamiaru powielać zdjęć, ale tylko inspirować się nimi, dlatego inaczej ustawione światła, modelka, ale motyw przewodni zostaje ten sam. Tym był gradient na ciele modelki, który przysporzył sporo problemów. Jak to zrobiliśmy, to już nasza tajemnica - powiem tylko że to nie cyfrowa postprodukcja, a prawdziwe malowanie 🙂

A to inspiracja, na podstawie której zrobiliśmy sesję.

Ale nie chodziło nam o odtwarzanie jednego zdjęcia. Tutaj zmiana tła na ciemne, oczywiście zdjęcie z kliszy. A jeszcze niżej z '50 Canona i Delty PRO

No i nieco cyfry. Powtórzone zdjęcie główne, oraz nieco czerni i bieli.

Zdjęcia wykonane za pomocą średnioformatowca Mamiya RB67 z kliszą rocznik '96 Kodak Gold Pro, do tego przez przypadek małoobrazkowy Canon AE-1 z nowożytną kliszą Ilford Delta Pro, a cyfrowo Canon 6D z 70-200L f4.
Malowała jak zawsze niezawodna Makijażystka Izabela Jurczak, a modelowała przesympatyczna Amelia

Dream Team :)

Dzisiaj trochę "faszyn", ale nie "from raszyn". Sesja z Agatą, z którą bardzo lubię pracować - profesjonalna modelka o której mówią, że jest zbyt ładna na wybiegi. Mi pasuje 🙂 Wizaż jak zawsze niezawodna Izabela.

Sesja miała nieco inne założenia, chcieliśmy zrobić bardziej glamour z malowaniem światłem i cieniami, ale ze względu na jasne studio bez możliwości zaciemnienia światła Trzeba było zmienić koncepcję. Tym razem do Canona podłączona "L'ka" 70-200, poza tym Mamiya z T-Maxem i Portrą 160 i jako dodatek trafił się jeszcze Canon AE-1 z Delta PRO 100, który oddał znajomy z połową kliszy. Ostatnio rezyduję w Stacja Orunia, gdzie mając do dyspozycji duże przestrzenie praca idzie komfortowo i przyjemnie 🙂

Zwykle obrabiam i udostępniam kilkanaście zdjęć z sesji, a tutaj wyszło na świat kilkadziesiąt - ale jak się pracuje w takim dreamteam, aż żal odrzucać zdjęcia 🙂 Dlatego połączyłem w kilkunastu setach po trzy sztuki. Zawsze to coś nowego.

Kilka setów stylizacji:

Mały obrazek 35mm jak zawsze zrobił robotę. Wywołany mocno kontrastowo, na ostre ziarno - tak jak chciałem. 50mm obiektywu Canona FD na kliszy wygląda zupełnie inaczej niż 50 STM na pełnej klatce cyfry. Nie ma takich zakrzywień perspektywy, o niebo lepiej...

No i Mamiya. Dwa z TMaxa i dwa z Portry. Proponuję posiadać duży monitor 🙂

Dream Team 🙂
Pozowała: Agata
Malowała: Izabela

Zdjęcia robił Canon 6D & L70-200, Canon AE-1 & 50mm, Mamiya RB67 & Sekor 127.
Naciskał guziczki ja, czyli Zbigniew Skupiński

Paulina

Popularne imię wśród Aberracyjnych modelek 🙂

Paulina - chociaż na początku kariery modelki, ma spore szanse na wiele sesji w przyszłości. Zrobiliśmy zdjęcia w studiu, tylko przy świetle żarowym - najpierw reflektory, potem doszła jeszcze lampa pierścieniowa. Aparaty przeplatane, cyfra z 85mm, do tego Pentacon Six dawno już nie używany, z przeterminowanym Kodakiem Gold, oraz oczywiście Mamiya. Mogłem skorzystać z obiektywu 180mm, który nie wyzwala błysku, za to świetnie współpracuje z oświetleniem stałym. To jeden z najlepszych obiektywów tego sytemu. Tutaj naświetlałem na Kodak Portra 160.

Efekty? Zdecydowanie wygrał Pentacon Six z Sonnarem i przeterminowanym Gold'em. Zdjęcia rewelacyjne, no i kwadratowy format nigdy mi się nie znudzi - tu jeszcze dwa:

Mamiya. Zawsze miałem problemy z ustawieniem skanów kiedy za modelką jest białe tło. Automat skanera głupieje, trzeba się nagimnastykować krzywymi.
Ale trzy fotki można pokazać:

No i cyfra. Zdjęcia przy żarowym świetle to zupełnie inna jakość niż błysk. Uwielbiam.

Pozowała: Paulina
Malowała: Izabela

Zdjęcia robiły aparaty: Canon 6D & 85mm, Pentacon Six & Sonnar, Mamiya RB67 & Sekor 127 & Sekor 180.
Ja tylko naciskał.

Amelia. Analogowo 100%

Zapowiada się dłuższy wpis. Zachciało mi się zrobić sesję czarno białą, tylko w analogu. Co prawda cyfrę czasem użyłem jak miernika światła, tak na wszelki wypadek, ale i tak przestawiłem podgląd na BW. RAWy co prawda i tak zapisują się w kolorze, z czego bardzo zadowolona jest wizażystka 🙂

Tematem sesji portret, a pozowała piękna Amelia. Miałem zamiar potestować kilka ustawień świateł na przyszłość. Jednak współpraca z modelką szła tak dobrze, że przygotowałem raptem 3-4 sety - wolałem chwytać moment. Chwytającymi była Mamiya RB67 z Kodakiem TMax100 i standardowym K/L 127, Canon EOS1 z 85mm i tiltszifterem, zaaładowany zaś był ostatnim filmem Svema64 z mojej lodóweczki negatywowej. Jeszcze gdzieś tam po drodze na chwilę podłączyłem TAIR 11A 135mm, ale nie jestem w stanie określić które to. No i na sam koniec sesji odpaliłem Globicę, po raz pierwszy z formatem 13x18cm.

Na pierwszy ogień film 120, wywołany w Rodinalu 1+50. Efekty? Jakość i ostrość jak zawsze miażdżąca, natomiast nie do końca przypadł mi do gustu dość stonowany obraz. Chciałem nieco większe kontrasty - pytanie czy to kwestia światła, czy wywołania w większym rozcieńczeniu. Do koreksu dorzuciłem jeszcze rolkę ze "streetu" Foton sprzed 30 lat, ale nic z niego nie wyszło - podejrzewam że lekko zabarwił negatyw Kodaka. Ogólnie jednak jest OK.

Jednak robotę na sesji zrobił ruski negatyw sprzed 30 lat. Svema 64 w połączeniu z użytywmi obiektywami i wywołaniem w Caffenolu dał niesamowite obrazy o artystycznym zapędzie. Szczególnie kilka z tiltszifterem, gdzie ziarno przejemnie rozmywało przesuniętą ostrość. Szkoda, że nie mam już więcej tego materiału. Może jeszcze się znajdzie na jakiejś aukcji...

I jeszcze kilka wybranych w pozycji horyzontalnej

Pozowanie Amelii spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłem odpalić tez Globicę. Jeszcze nie miała okazji pracować w studiu, czas najwyższy. Załadowałem więc dwie podwójne kasety zabytkowym ORWO NP20 w rozmiarze 13x18 cm (to dopiero negatyw) i... Stroimy maszynę. Obraz powstający na matówce to poezja. Można się wpatrywać zamiast robić zdjęcia. Obrócony i odbity, ale mimo to robi kolosalne wrażenie przy dobrym oświetleniu.

Przy pierwszym ujęciu zapatrzyłem się jednak i zapomniałem zamknąć migawkę przed wyciągnięciem szybera... No to jeden negatyw jak krew w piach. Drugie już lepiej, migawka odpalona "na oko" ok 1/20 sekundy i gotowe. Aparat jest wyposażony w migawkę zwalnianą ręcznie, o ustawianiu czasów nie ma mowy 🙂 Druga kaseta poszła już sprawniej, pokusiłem się nawet o ustawienie mocnego shiftu. Staram się ustawić ogniskową "nominalną", ale też na oko nie chciało mi się mierzyć. Przy obiektywie 300mm należy miech wyciągnąć na właśnie tyle, aby nie wprowadzać korekty ekspozycji.

No i wywołanie. Pierwsza kuweta z Rodinalem w rozcieńczeniu około 1+80. Przy przeterminowanym materiale to i tak loteria, zostawiłem "na stojaka" na 50 minut. I nic. Biało. No tak, jak migawka otwarta na kilkanaście sekund nie mogło być inaczej. Dorzuciłem kilka kostek lodu aby roztwór miał temperaturę ok 20°C i druga szytka. Kolejna godzina i... JEST! Brawo Ja! 🙂 Dwukrotnie użyty Rodinal dał radę. Kolejną szytkę zamoczyłem w Caffenolu. Godzina bez mieszania i jest kolejna! Niestety, okazało się że modelka lekko się poruszyła i obraz rozmyty. Szkoda. No to czwarta godzina i ostatni materiał. Pusty. Skuteczność 50%, jak na pierwszy raz całkiem dobrze 🙂

Teraz tylko problem ze skanowaniem, mój V500 jest przeznaczony do średniego formatu. Czas na skaner LF. Tymczasem coś poskładam

Voilà. Skanowane na trzy razy, aby nie składać przez środek twarzy. Rozdzielczość wyjątkowo mała jak na skan kliszy - 2400 🙂 Ale przy takim rozmiarze negatywu daje to gigantyczny obraz.

MODEL: Amelia
MUA: Paulina Furgoł

Cross processing

Od początku roku czuję się jak w młotkowni - miałem nadzieję że rozruch w Nowym Roku będzie spokojny, a okazało się że wszyscy nabrali sił przez przerwę świąteczną i rzucili się na mnie ze zdwojoną siłą 🙂 Mimo to gospodaruję sobie czas na zdjęcia i eksperymenty, ale niestety czasem brakuje go na publikację. Z okazji spuchnięcia głowy od myślenia w HTML5, krótki odpoczynek - niniejszy post. Zaczynam od końca, bo to ostatnia rzecz jaką robiłem. Dostałem kiedyś bardzo stare slajdy Kodak Ektachrome 400EL na kliszy 120. Bardzo rzadki i już zabytkowy materiał, wywoływany procesie E6. Niestety wywoływanie slajdów jest dość drogie, ale można "skrosować" proces, wywołując slajdy w chemii do negatywów C41 (oraz odwrotnie). Mając do dyspozycji rozrobioną chemię Tetenala, już nieco po terminie - nadarzyła się świetna okazja. Aberracyjne studio odwiedziła profesjonalna modelka, szkoda było nie spróbować. No i wszystkie klatki poprawnie naświetlone! Klisza na wysokiej czułości zwykle dostaje dużego ziarna, do tego w "krosowaniu" jeszcze się ono powiększa no i zawsze wychodzi dominanta jakiegoś koloru. Mi wyszła żółta, którą ogarnąłem już w postprodukcji. Jak na pierwszy raz i materiał niewiadomego pochodzenia, efekty są wręcz  rewelacyjne. Nie mogę się doczekać odpalenia kolejnej, ale tym razem w plenerze. Ciekawostka - ze względu na kolorowe ziarno, surowy plik zeskanowany w JPG 4800DPI ma blisko 150MB. Poniżej surówka ze skanu w automacie oprócz pierwszego (obraz odwrócony) Zdjęć Agaty oczywiście dużo więcej w cyfrze, ale te będę dozował po jednym 🙂 MODEL: Agata Claudia Pałka MUA: Izabela Jurczak STUFF: Mamiya RB67, 127mm K/L mix

Słowiański Wiking

Wbrew powszechnej opinii, wcale nie nosili stalowych hełmów z rogami. Po pierwsze stal była zbyt droga, po drugie w walce nie miało to najmniejszego sensu. Czasem zdarzały się na ceremoniach, gdzie swoboda ruchów była mniej istotna niż prestiż i wygląd. A Słowianie... Lekcje historii, literatura i popkultura skutecznie wypaczyły wiedzę o rdzennych ludach naszych ziem. Żeby zgłębić temat, trzeba naprawdę mieć silną wolę i otwarty umysł, nie jest to wiedza łatwa i przeczy dziesiątkom lat wbijania bzdur do głów. Mamiya RB67, z filmem RPX 100 wywołanym w odpowiedniku Rodinalu z Fomy

Najdziwniejszy negatyw w Aberracjach

Jakiś czas temu dostałem kilka starych, przeterminowanych negatywów przeróżnych. Od Ektara z lodówki z datą z zeszłego roku, po "niedokońcawiadomoco" z lat '80 ze stodoły. Jednym z nich była klisza FomaPan NP21, której termin minął w 1982 roku. To był dobry rok 🙂 Lubię takie filmy - nigdy nie wiadomo co z tego wyjdzie. Załadowałem do kasety 6x7 w Mamiya i przy okazji dwóch sesji kilka klatek naświetlonych. Z nominalnej czułości ISO 100 zszedłem o jedną działkę EV, tutaj nigdy i tak nie wiadomo jak naświetlać. Przy próbie załadowania do koreksu spory problem, nie mogłem wyczuć gdzie zaczyna się błona światłoczuła. Okazało się, że skleiła się z papierem ochronnym. Masz ci los. Tak naprawdę nic nie da się zrobić, oderwałem papier na siłę i tak jak było nawinąłem na szpulę. Miałem jeszcze resztkę rozrobionego D76, już dawno po terminie, idealny wywoływacz do eksperymentów. Wstawiłem na 10 minut, stock oczywiście do śmieci bo mocno zanieczyszczony drobinkami papieru. Podobnie utrwalacz. Nawet długo nie płukałem i odpuściłem kąpiel zmiękczającą, nie było sensu. z mokrego negatywu usunąłem przylegający nadal papier i... poza naświetlonymi modelami na kliszy, uwiecznione zostały też znaczniki z drugiej strony papieru. Efekt jak z instagrama, tylko chyba takiego efektu nie ma 🙂 Oczywiście poza tym negatywem w innej kasecie miałem nowy i sprawny Adox CMS, który czeka na wywołanie. Foma to czysta zabawa 🙂 2

2