Posts Tagged: Orwo

A to feler, westchnął… Bynio.

Ostatnio kilka sesji w aberracyjnym studiu portretowym z użyciem Globiki, a że mam tylko dwie podwójne kasety na negatywy, trzeba coś zroboć z naświetlonym materiałem. Zwykle przekładam je w ciemności do grubego albumu ze zdjęciami, ale akurat miałem pod ręką album portretowy. No  cóż, błąd. Okazało się, że negatyw, chociaż niezbyt gruby, rozszczelnił poszczególne karty i przez kilka dni światło pomału docierało przez błyszczące kartki. Mało tego, jeszcze przez pomyłkę w studiu otworzyłem kasetę zamiast drugiej, pustej. Skąd wiem, że błona naświetliła się przez książkę, a nie w momencie otwarcia kasety? No cóż, naświetliły się aberracyjne napisy z wewnętrznej strony okładki książki 🙂 Widać nawet fakturę kart książki. No i wywołane w caffenolu C-L "na stojaka" negatywy wyglądają tak, jak wyglądają. Zawsze skanuję w kolorze, nawet czarno-biały materiał, ale jeszcze tak mocnego zafarbu nie widziałem. Tak jak na zdjęciu powyżej. I dodatkowo jeszcze jedno ze ściągniętym kolorem. Modelka: Izabela, wkrótce więcej zdjęć, tym razem z cyfry. _orwo_np20_2

Andrzej Andrew

Dzisiaj, dla odmiany, powrót do aberracyjnych korzeni. Ostatni mało czasu na eksperymenty, przez nawał pracy i komercyjne zdjęcia. Jednak znalazła się chwila na spotkanie z bardzo ciekawą postacią, Andrzejem Łączyńskim - artystą, którego prace zachwycają. Spotkaliśmy się jakiś czas temu, kiedy szukał niewielkiej gitary jako bazy pod jedną ze swoich prac. Teraz odpowiedział na moje ogłoszenie, szukałem żarówki UV. Mały barter, a przy okazji analogowa sesja z Mamiya i bardzo, bardzo starym negatywem Orwo. Trudno określić rok, ponieważ na rolce nie ma oznaczeń, natomiast sama szpula wykonana jest z drewna i metalu, szacuję więc na lata '60, ewentualnie początek '70.

Oczywiście duża szansa, że nic z tego nie wyjdzie, jakież więc zaskoczenie, gdy negatyw nie dość że dobrze naświetlony (celowałem w ISO50), to jeszcze bez większego zadymienia i ziarna wielkości cegieł. Niestety, leżał zapewne w wilgotnym miejscu, ponieważ drobinki papieru zostały na filmie. Mimo to, naprawdę ciekawie to wyszło. Film wywołany w Fomadonie R09 w "na oko" rozcieńczeniu 1+50, z "na oko" mierzonym czasem ok 17 minut i "na oko" mieszanym koreksem, z pięć razy w przerwach między robieniem obiadu a siorbaniem kawy.

Zapraszam do zapoznania się z twórczością Andrzeja, a wkrótce też na nową stronę internetową, budowaną w Aberracjach

Sylwia z Globiki

Sesja z Globiką. Planowo chciałem zrobić sesję na lampach błyskowych, w tym celu podpiąłem niesamowitą migawkę Globiki pod prąd, ale modelce było tak zimno po 1,5 godziny wizażu, że włączyłem jednak światło żarowe. Dwa tysiące wat z lampy pierścieniowej plus 3 x po tysiąc z reflektorów zrobiło ciepełko i równie ciepłe światło, które uwialbiam przy fotografii analogowej. Błyski innym razem. Zdjęcia cyfrowe również w innym wpisie. Tymczasem z czterech negatywów B-W udało się uzyskać jeden obraz.  ORWO NP20 jak zawsze bezkonkurencyjne, nawet jak na materiał przeterminowany 20 lat temu. Niestety na bliskim portrecie jest lekkie poruszenie i nawet nie skanowałem. Drugi z 13x18cm negatywu to właśnie ten tytułowy. Za wywojkę posłużył Caffenol C-L, na bazie kawy rozpuszczalej z Biedronki. Postawiony w kuwecie z negatywem na jakieś 65 minut, z jednym przełożeniem negatywów po ok 5 minutach. Nadal nie udało mi się uzyskać obrazu z ORWO MD-11, to bardzo specyficzny materiał, powinien być wywoływany w oparach amoniaku, ale doczytałem że mocno przetrawiony wywoływacz też powinien dać radę. Caffenol raczej odpada - ale jeszcze spróbuję. Na razie jednak ciemno, następnym razem naświetlę na 6-10 ISO. ------------------------------- Mały update, zdjęcie zostało wyróżnione w magazynie "Fotografia" i wpadło do najlepszych zdjęć miesiąca października. Bardzo nam miło 🙂 fotografia_top Pozowała: Sylwia Malowała: Izabela Guzik na przedłużaczu naciskał: Bynio

Amelia. Analogowo 100%

Zapowiada się dłuższy wpis. Zachciało mi się zrobić sesję czarno białą, tylko w analogu. Co prawda cyfrę czasem użyłem jak miernika światła, tak na wszelki wypadek, ale i tak przestawiłem podgląd na BW. RAWy co prawda i tak zapisują się w kolorze, z czego bardzo zadowolona jest wizażystka 🙂

Tematem sesji portret, a pozowała piękna Amelia. Miałem zamiar potestować kilka ustawień świateł na przyszłość. Jednak współpraca z modelką szła tak dobrze, że przygotowałem raptem 3-4 sety - wolałem chwytać moment. Chwytającymi była Mamiya RB67 z Kodakiem TMax100 i standardowym K/L 127, Canon EOS1 z 85mm i tiltszifterem, zaaładowany zaś był ostatnim filmem Svema64 z mojej lodóweczki negatywowej. Jeszcze gdzieś tam po drodze na chwilę podłączyłem TAIR 11A 135mm, ale nie jestem w stanie określić które to. No i na sam koniec sesji odpaliłem Globicę, po raz pierwszy z formatem 13x18cm.

Na pierwszy ogień film 120, wywołany w Rodinalu 1+50. Efekty? Jakość i ostrość jak zawsze miażdżąca, natomiast nie do końca przypadł mi do gustu dość stonowany obraz. Chciałem nieco większe kontrasty - pytanie czy to kwestia światła, czy wywołania w większym rozcieńczeniu. Do koreksu dorzuciłem jeszcze rolkę ze "streetu" Foton sprzed 30 lat, ale nic z niego nie wyszło - podejrzewam że lekko zabarwił negatyw Kodaka. Ogólnie jednak jest OK.

Jednak robotę na sesji zrobił ruski negatyw sprzed 30 lat. Svema 64 w połączeniu z użytywmi obiektywami i wywołaniem w Caffenolu dał niesamowite obrazy o artystycznym zapędzie. Szczególnie kilka z tiltszifterem, gdzie ziarno przejemnie rozmywało przesuniętą ostrość. Szkoda, że nie mam już więcej tego materiału. Może jeszcze się znajdzie na jakiejś aukcji...

I jeszcze kilka wybranych w pozycji horyzontalnej

Pozowanie Amelii spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłem odpalić tez Globicę. Jeszcze nie miała okazji pracować w studiu, czas najwyższy. Załadowałem więc dwie podwójne kasety zabytkowym ORWO NP20 w rozmiarze 13x18 cm (to dopiero negatyw) i... Stroimy maszynę. Obraz powstający na matówce to poezja. Można się wpatrywać zamiast robić zdjęcia. Obrócony i odbity, ale mimo to robi kolosalne wrażenie przy dobrym oświetleniu.

Przy pierwszym ujęciu zapatrzyłem się jednak i zapomniałem zamknąć migawkę przed wyciągnięciem szybera... No to jeden negatyw jak krew w piach. Drugie już lepiej, migawka odpalona "na oko" ok 1/20 sekundy i gotowe. Aparat jest wyposażony w migawkę zwalnianą ręcznie, o ustawianiu czasów nie ma mowy 🙂 Druga kaseta poszła już sprawniej, pokusiłem się nawet o ustawienie mocnego shiftu. Staram się ustawić ogniskową "nominalną", ale też na oko nie chciało mi się mierzyć. Przy obiektywie 300mm należy miech wyciągnąć na właśnie tyle, aby nie wprowadzać korekty ekspozycji.

No i wywołanie. Pierwsza kuweta z Rodinalem w rozcieńczeniu około 1+80. Przy przeterminowanym materiale to i tak loteria, zostawiłem "na stojaka" na 50 minut. I nic. Biało. No tak, jak migawka otwarta na kilkanaście sekund nie mogło być inaczej. Dorzuciłem kilka kostek lodu aby roztwór miał temperaturę ok 20°C i druga szytka. Kolejna godzina i... JEST! Brawo Ja! 🙂 Dwukrotnie użyty Rodinal dał radę. Kolejną szytkę zamoczyłem w Caffenolu. Godzina bez mieszania i jest kolejna! Niestety, okazało się że modelka lekko się poruszyła i obraz rozmyty. Szkoda. No to czwarta godzina i ostatni materiał. Pusty. Skuteczność 50%, jak na pierwszy raz całkiem dobrze 🙂

Teraz tylko problem ze skanowaniem, mój V500 jest przeznaczony do średniego formatu. Czas na skaner LF. Tymczasem coś poskładam

Voilà. Skanowane na trzy razy, aby nie składać przez środek twarzy. Rozdzielczość wyjątkowo mała jak na skan kliszy - 2400 🙂 Ale przy takim rozmiarze negatywu daje to gigantyczny obraz.

MODEL: Amelia
MUA: Paulina Furgoł

Leszek

Leszek miał okazję wypróbować działanie poskładanego do kupy Kieva 88 z poprzedniego wpisu. Zostało mi jeszcze kilka rolek ORWO NP20 z terminem na rok 1991, tym razem przestrzelony w warunkach studyjnych. Moje dzieci uznały, że wygląda jak włoski mafiozo z filmów z lat '70. Coś w tym jest 🙂

MIR 38 z P-Six i Orwo

Jakiś czas temu pisałem o aparacie Kiev 60, na którym to zrobiłem słaby interes. Do zestawu dołączony był obiektyw MIR 38, rosyjski odpowiednik 65'mm Carla Zeissa. Oczywiście ten drugi kosztuje sporo więcej, dlatego Mir jest świetną alternatywą przy bardzo dobrej jakości. Obiektyw, podobnie jak aparat, także z wadami - jakies kropki, ale widoczne tylko przy ostrym świetle pod kątem. Nie powinny w żaden sposób wpływać na zdjęcia. Leżał sobie dłuższy czas na półce, aż wreszcie podłączyłem go do Pentacon Six (te same mocowanie) i przy okazji szukania kadrów na gigapanoramy, zabrałem go na spacer. Do puszki założyłem zabytkowy film ORWO w stanie bliżej nieokreślonym. Film wywołany "na stojąco" w godzinnym Rodinalu 1+100. Efekty ciekawe, film musiał długo leżeć w oświetlonym miejscu, bo pierwsze klatki trochę ponaświetlane i na całej długości filmu po dwóch stronach naświetlone pasy, z wygaszeniem do centrum kadru. Widać na ramkach, które też zeskanowałem, jak bardzo światło uszkodziło zapakowany negatyw - ale w takiej fotografii dodają uroku. Bliżej końca filmu, gdzie światło musiało się przebijać przez więcej warstw - trochę lepiej. Co ciekawe, materiał nie stracił na ziarnie, tzn jest znikomej wielkości. Trochę zadymienia, ale tak bywa na starych negatywach sprzed kilkudziesięciu lat. Do tego Obiektyw bardzo pozytywnie - kąt 65mm pozwala na nieco więcej niż 80/90 standardowego przy tych aparatach, za to dość mocno "nagina" przestrzeń. Do architektury średnio się nadaje. Za to przy szerszych kadrach jest ok. _orwo_001 _orwo_004 _orwo_002 _orwo_009 _orwo_007