Posts Tagged: Start B

StartB i wynalazek

Może widzieliście kiedyś grafiki z naświetlonym filmem fotograficznym, łącznie z perforacją -> tak jak na zdjęciu powyżej? Popularny motyw na plakatach 'art & 'dizajn... No dobra, ale jak to zrobić, skoro perforacja jest właśnie po to, aby film przesuwać w aparacie?

Wystarczy założyć go do do aparatu średnioformatowego, który ma więcej miejsca na szerszą błonę. Tylko jak utrzymać kasetkę z filmem na miejscu? Kiedyś z pomocą przychodzili ślusarze i stolarze, a obecnie można skorzystać z dobrodziejstw postępu i wydrukować sobie adapterki na drukarce 3D. Trzeba jeszcze mieć aparat z ręcznym przesuwem filmu, ale to nie problem - większość starszych średnioformatowców właśnie tak działa. 

Po przycięciu perforacji zaś, wychodzą eleganckie panoramy:

Mały slideshow z przygotowaniem. Czerwony znacznik na kółku do przesuwu filmu, aby widzieć ile obrócić. Przyjąłem 1 i 3/4 obrotu, co okazało się nieco za dużo - spore przerwy między klatkami. Wystarczyłoby 'półtora i mniej. Na ostatnim slajdzie kartonik pod obudową - średnioformatowce mają okienko z podglądem na ustawienie klatki, natomiast filmy 35mm nie mają zabezpieczenia papierowego przed naświetleniem i trzeba jakoś to obejść. Kawałek kartonu załatwił sprawę.

Wybór aparatu StartB okazał się średni - ze względu na pionowy przesów filmu, kadrowanie w poziomie wyglądało mniej więcej tak:

W pionie jednak bez problemów 😀

Polak potrafi(ł)

Szkoda, że trzeba dodać to „Ł”. Ostatni polski aparat fotograficzny pretendujący do miana profesjonalnych. Start 66, tutaj w wersji „B”. Film Fomapan wywołany w D76.

Start 66 B na grillu

Idąc na grilla do znajomych żony, których znałem jedynie z opowiadań, zabrałem najbardziej „hipsterski” aparat z kolekcji – polski Start 66B z roku 1967 🙂 Z tym urządzeniem zdecydowanie łatwiej nawiązać kontakty 😀

Film wywołany już jakiś czas temu, ale dopiero teraz mam dostęp do w miarę sensownego skanera, aby przenieść analogi do postaci cyfrowej (łatwiej napisać „zdigitalizować”, ale nie trawię tej nazwy, brzmi jak rozkaz w fabryce broni). Efekty przerosły moje oczekiwania, wszystkie zdjęcia były robione „na oko”, bez światłomierza, od późnego popołudnia do wieczora, niemal całkowicie ciemnego. Jak widać na załączonych obrazkach, niemal pięćdziesięcioletni zabytek z nowożytnym materiałem Ilford HP5+ i na dokładkę Byniowy palec na spuście migawki – dają radę 😀 Kilka rozmytych jest, ale czasy naświetlania trzymane w ręku, a browarka też tam trochę było 😉 Z korekty pozwoliłem sobie tylko na wyrównanie poziomów i skadrowanie do boku 2000px.

Pozdrawiam wszystkich świetnie bawiących się na grillu!

2k_scan001

2k_scan006

2k_scan004

2k_scan005

2k_scan008

2k_scan012

2k_scan011

2k_scan009
2k_scan010

Pierwszy średniak

Pierwszym średnioformatowym aparatem jaki do mnie trafił, jest polski wyrób – Start 66. Dwuobiektywowy klasyk z lat ’50, wzorowany na zachodnich produkcjach, ale jednak z dozą polskiej myśli technicznej. Powstało kilka wersji, chociaż niewiele różniących się między sobą, pierwsze kierowane były do profesjonalistów, a im później, tym więcej komunizmu – nie miało być profesjonalnie, tylko dla ludu. Do mnie trafił pierwszy wyrób po serii pro, z oznaczeniem B.

Budowa tego aparatu jest prosta jak budowa cepu. Film na rolkach, Obiektyw „do patrzenia” i drugi do zdjęcia. Takie same. Regulacja ostrości poprzez wysuwany miech, przysłona i czas dźwigniami na obiektywie. Zastanawiam się jak one tak długo przetrwały, bo nie wyglądają na specjalnie solidnie. Odblokowanie spustu migawki podobnie… Kawałek blaszki. Spust migawki to wystająca rureczka… Ale największe zaskoczenie to zwolnienie migawki – praktycznie nie dzieje się nic. Delikatny dźwięk, niemal szelest migawki i już, po wszystkim. Nie ma tu lustra, ani żadnych elementów telepiących się w obudowie po naciśnięciu spustu. Pozostaje nam potem pokręcić korbką, popatrzeć w tylne okienko czy film się przesunął na odpowiedni numerek i… powtarzamy procedurę. Czas, przysłona, naciąg migawki. Otwieramy kominek, matówka wielka jak ekran telefonu. Cyk – zrobione.

Pierwszą błoną, jaką tam wrzuciłem to jedyny dostępny w 3mieście film zwojowy Ilford HP5 plus 400. Solidny materiał, jak na taki sprzęt 🙂 Ale okazało się, że w całym Trójmieście studenci z ASP wykupili wszystko co było do kupienia – sesja. A sklepów są ze trzy. No dobra, jeden się uchował w… cyfrowe.pl 😀 Skąd tam analogi? Może przez pomyłkę. Film zapakowany, aż mnie świerzbiło, żeby wypstrykać. I trafiła się okazja, zaproszenie na grilla do znajomych żony. Prawdziwa atrakcja, niemal gwóźdź programu – szybkie nawiązanie nowych znajomości 🙂

Format 6×6, starczyło na 12 klatek. Nie korzystałem ze światłomierza, brałem czasy i przysłonę „na słuch” & „na oko”. Film się suszy, a patrząc na negatyw, wygląda że zarówno słuch, jak i wzrok funkcjonują prawidłowo.

Zdjęcie: Canon 400D; Helios 44M-7 2/58