Posts Tagged: Svema 64

Wiktoria i Svema 64

Jakiś czas temu wpadł mi ręce cały worek filmów sprzed lat, w tym kilka moich ulubionych - jeśli chodzi o aberracyjne klimaty - radzieckich Svema64. Zapakowałem rolkę do kasetki i do EOSa1 i tak przez kilka sesji po kilka klatek wreszcie wymęczyłem. 

Wywołana w Caffenolu C-L "na stojąco" czyli przez 70 minut bez mieszania. Co ciekawe, z każdej sesji dość spore różnice, podejrzewam że zapomniałem o dopasowaniu parametrów ISO. Tutaj jeden kadr z sesji z Wiktorią, od której negatyw starszy o 10 lat.

Modelka: Wiktoria
MUA: Paulina Furgoł

Najbardziej zmasakrowana klisza ever

W sobotę przytrafił się grill u znajomych żony, a zwykłem zabierać na takie imprezy możliwie niepaździerzowy sprzęt z podobnym ładunkiem. Chciałem zabrać aparacik rodem z CCCP - Cmena 8, jaki niedawno dostałem od Piotra z Husky Team, ale przy zakładaniu kliszy okazał się mieć uszkodzony naciąg. Klisza też wynalazek zza wschodniej granicy, Svema 64 - bardzo lubię i poszukuję. Ostatecznie zapakowałem ją do dalmierzowej Minolty. No cóż, tak zniszczonego materiału chyba jeszcze nie miałem, nie licząc kliszy Kodaka, która przeleżała na angielskim strychu z 50-60 lat. Nie dość, że po całości są jakieś czarne kropy, to o odcieniach można zapomnieć. Same kontrasty, co przy ostrym słońcu jeszcze spotęgowało efekt. Z 30kilku naświetlonych klatek z 10 nadaje się do publikacji, a te i tak zostałyby odrzucone z innej, sprawnej kliszy 🙂 Przebieg histogramu to dramat, jakieś 10-20% zakresu... Za to impreza zajebista, ostatnio na grilu z gitarą byłem chyba jeszcze za czasów kawalerskich 😀 Ale Przemek, masz i tak u mnie przerąbane za "Benię" Brudnych Dzieci Sida, a raczej jej brak. Następnym razem chociaż "Landryna" zapodaj. _Svema64_001 _Svema64_002-kopia _Svema64_003 _Svema64_006 _Svema64_012 _Svema64_015 _Svema64_017 _Svema64_020 _Svema64_010 _Svema64_014 _Svema64_016  

Kilka pieczeni na jednej kawie

Dzisiaj na bogato, kilka eksperymentów na raz z wieloma niewiadomymi. Z worka Pentaxów wygrzebałem dwa modele, MG i Spotmatic, na pierwszy ogień poszedł Spotmatic. PENTAX SPOTMATIC _965A5301 Nieco starszy i w zdecydowanie kiepskim stanie. Na szczęście okazało się, że kiepski stan tylko z zewnątrz, tak długo leżał w jakimś kącie, że brud przeżarł warstwę ozdobnego metalu na obudowie. Aparat w sprzedaży od 1964 roku, co prawda ten może być młodszy - ale kilkanaście lat z pewnością nieużywany. Nasmarowałem mechanizmy z zewnątrz, dokręciłem obiektyw Helios 44-7 i wydaje się że działa. Aparat dostałem z kliszą w środku, nie ruszałem jej choć licznik był wyzerowany i nie wiedziałem ile klatek zostało. Fuji Superia 400, nie jest to najlepszy film, a przeterminowany robi kaszanę straszliwą z ziarnem. Nie miałem też odpowiedniej baterii do światłomierza - aparat jest wyposażony w pomiar światła ze wskazówką w wizjerze, oczywiście pomiar przez obiektyw. Skorzystałem z zewnętrznego i na spacerze z rodziną w Gdańsku zacząłem pstrykać. Licznik wreszcie pokazał 36 i... leciał dalej. O-ooo, otworzyłem klapkę i okazało się że film ma zerwaną perforację... No trudno, przewinąłem kawałek i od nowa, ale już innym razem... _965A5302 Aparacik się sprawdził, mały, poręczny, migawka ustawiana pokrętłem do 1/1000, dwa gniazda synchro. Taki klasyk. Ma też uprzyjemniacz ergonomiczny - nasadka z sankami na wizjer. Jeśli nie korzystamy z lampy, można zdjąć i jest jeszcze ładniejszy i mniejszy. Wykorzystałem go właśnie z lampą, w nocy na spacerach z psem i "Aktywuj się". CAFFENOL C-L Postanowiłem wywołać go jako czarno-biały w Caffenolu - co się wtedy dzieje? Teoretycznie powinien bez problemu się wywołać, co najwyżej z lekkim zabarwieniem brązu. I tutaj przechodzimy do kolejnej pieczeni, czyli powtórnego wykorzystania Caffenolu. Zastanawiałem się czy można skorzystać więcej niż raz - piszą tu i tam że można. Tym bardziej, że rozrobiony prawie litr, a pracuje tylko część roztworu, reszta czeka w butelce. Zlałem więc po pierwszym wołaniu i wrzuciłem do zamrażarki. Dzień przed planowanym "developingiem" wyciągnąłem, rozmroziło się i... jestem już po dwóch filmach. Wygląda, że wszystko ok. Co prawda film kolorowy z Spotmatic'a niestety nie wyszedł - chyba jednak 70 minut w kawie to dla niego za dużo 🙂 Następnym razem spróbuję w Caffenolu z mieszaniem na króko. Tutaj nie wiadomo co zawiodło, czy naświetlanie, czy klisza, czy wywołanie. PENTAX MG _965A5305 Drugą kliszą była Svema 64 z Pentax'a MG. Ten aparat jest równie klasyczny jak Spotmatic, ale widać postęp czasu pierwsze modele wypuszczone w 1981 roku - zamiast analogowej wskazówki są diodki przy wartościach w wizjerze, wydaje się że światłomierz zasilany dwie bateriamy L44 jest precyzyjny i bardzo szybki. Jest jeszcze mniejszy od poprzednika, też bardzo poręczny i ergonomiczny. Migawka kurtynowa do 1/1000, a czas synchronizacji przy 1/100. Nie ma już gniazd, tylko sanki na stałe klasycznie umieszczone na pryzmacie. Do dyspozycji jest wyzwalacz, za to nie ma trybu manualnego. To już ten czas, kiedy zaczęto ogłupiać konsumenta 🙂 Czas dostosowuje się automatycznie do wybranej przysłony na obiektywie, a mając do dyspozycji obiektyw z automatyką przysłony, zamieniamy aparat w idiotkamerkę i wystarczy naciągnąć film i klepać migawką. Możemy za to możliwość regulować oświetlenie w zakresie -2EV do +2EV pokrętłem z lewej strony. Zrobiłem 22 zdjęcia w 11 ujęciach, film przeciąłem i resztę zostawiłem w aparacie. OBIEKTYWY I tutaj kolejna pieczeń - obiektywy. Złącze już bagnetowe, a chciałem potestować różnicę pomiędzy podobnymi obiektywami różnych firm. Mam praktycznie nieużywany ChinonFlex 3.5/200mm i poojcowy Pentacon 4/200mm w już dość kiepskim stanie, z pajączkiem na soczewce od strony mocowania. Druga para to portretowe 135mm -> uznany za plastykę obrazu Jupiter 37A (3.5), który kiedyś dostałem wraz z Zenitem i Pentacon (2.8), który kiedyś dostałem w lesie 🙂 Za parę złotych kupiłem przejściówkę Pentax K - M42 i trochę się zawiodłem, bo nie ostrzy na nieskończoność. Niestety, te kosztują dużo więcej a jakoś nie mam ochoty wydawać na przejściówkę tyle chajsu jak za obiektyw... Zobaczymy co z tego wyjdzie - może pomogą małe dziury przysłony. Pogodę trafiłem dobrą, na ostre foty - chociaż przy 16-22 musiałem schodzić do jakiś 1/8. Najbardziej męczące było każdorazowe przekładanie obiektywu, żeby się nie pomylić najpierw robiłem zawsze najpierw Pentaconem, potem Jupiterem przy 135 i ChinonFlex/Pentacon przy 200mm.Filmy już się suszą, zobaczymy co z tego wyjdzie. Udało się upiec następujące testy za jednym zamachem, chociaż torba była dość ciężka:
  • próba wykorzystania Caffenolu więcej niż raz z przechowywaniem w zamrażalce
  • wywołanie koloru jako czarno-białe
  • sprawdzenie działania dwóch Pentaxów
  • porównanie bliźniaczych obiektywów
A o obiektywach warto napisać coś więcej. Cztery wykorzystane dzisiaj, chociaż podobne, to jednak całkowicie inne. I pod względem budowy, i użytkowania. CHINONFLEX 3.5/200mm _965A5307 Trafił do mnie dzięki osobie, która chyba nie do końca wiedziała co sprzedaje. Czasem tacy się zdarzają, leżał w worku z Pentaxami. Wyciągnąłem go jako pierwszy i szczęka opadła, bo obiektyw bez śladów użytkowania, a jego cena na rynku jest wyższa niż wszystko za co zapłaciłem. Mocowanie M42 i sześciolistkowa przysłona może nie robią wrażenia, ale to pierwsze bardzo lubię bo można wykorzystać obiektyw w wielu aparatach, no z tym drugim trochę słabiej, bokehów ładnych nie będzie. Za to jakość wykonania i precyzja działania naprawdę robi wrażenie. Brak jakichkolwiek luzów, wielki pierścień ostrości w centralnej części obiektywu obraca się na jakieś 270°. Pierścień przysłony blisko mocowania, wąski i przyjemnie klika przy przełączaniu pomiędzy 3.5 a 22. Jeszcze bliżej, przy samej krawędzi mocowania od spodu przełącznik A/M do aparatów z automatyką. Dizajnerom też należą się brawa, paski srebrne na poszczególnych elementach nie wszystkim mogą się podobać, ale na pewno nikt nie powie że są brzydkie. Obiektyw jest dość duży, przednia soczewka ma 62mm, długość też nieco większa niż inne obiektywy o takiej ogniskowej. Również ciężki, duże soczewki i metal użyty do produkcji nie pomagają w obniżeniu wagi, za to sprawiają że konstrukcja jest naprawdę solidna. PENTACON 4/200mm _965A5350 Ten jest u mnie z pakietu "Ojcowizny", zwany też "Potatowym". Ma już swoje lata, używany też niemało, co widać i czuć. Soczewki lekko zaśniedziały od krawędzi, Na pierścieniach pojawiły się delikatne luzy. Niemiecka produkcja mimo iż bardzo doceniana, to jednak blednie przy koledze z Japonii po kątem wykonania. Pierścień ostrości nie ma takiej precyzji, chociaż podobnie umieszczony, nieco węższy. Pierścień przysłony umieszczony jest przed nim, co często prowadzi do ruszenia nim zamiast tym od ostrości. Tutaj jest od 4 do 22, za to piętnastolistkowa przysłona tworzy bardzo ładne kółeczko i przepięknie rozmywa tło. Ponadto ustawianie przysłony jest gładkie, bez stopniowania - bardzo lubię takie rozwiązanie. Obiektyw jest wyraźnie mniejszy, trochę lżejszy, można powiedzieć że dość zgrabny. Przednia soczewka ma 55mm średnicy, całość z gatunku full-metal-jacket. Ciekawym elementem jest wymienne mocowanie - można sobie odkręcić pierścień mocujący i zmienić mocowanie na M42 albo Exakta, jakie posiadam - ręcznie dorabiane przez ślusarza. Z przodu na stałe wbudowana osłona przeciwsłoneczna. Podłączony do cyfry daje przyjemny, miękki obraz, ale z silnymi kontrastami. Naprawdę obraz wyróżnia się na tle innych - celowo nie mówię czy na dobre czy na złe, to subiektywne odczucia. Niestety ergonomia użytkowania na niezbyt wysokim miejscu. PENTACON 2.8/135 _965A5375 Obiektywy o ogniskowej 135mm uznawane kiedyś były za idealne do portretu. W dobie cyfrowej jakoś tak się potoczyło, że za takie uznaje się te między 85 a 100mm... Może ze względu na miejsce, jakich wymagają takie konstrukcje? Ten model trafił do mnie w środku lasu. Poważnie 🙂 Niemal sklepowy stan, nie widać najmniejszego śladu używania. I bardzo ładnie wygląda po podłączeniu do aparatu. Pierścienie stopniowane średnicą, wszystkie na pierwszej połowie przy złączu M42. Ostrość ustawiana tym razem na początku, dopiero potem przysłona. I tak powinno być, model 200mm to jakiś wypadek przy pracy. W początkowym ruchu czuć jakby mniejszy opór, potem kręci już równomiernie ze stałym obciążeniem, jakie znamy z tego typu analogowych sprzętów. Zakres bardzo duży, tak na oko będzie ze 330° - niemal pełen obrót od 1,7m do nieskończoności. Pierścień przysłony przyjemnie pyka i blokuje na konkretnej wartości, ale nie jest tak zacny jak w ChinonFlexie. Tutaj mamy zakres od 2.8 do 22 sześciolistkowej przysłony, to już przyzwoity zakres przy takiej ogniskowej. Na dole jeszcze przełącznik automat/manual do aparatów wspomagających automatykę przysłony i to chyba wszystko co można o nim powiedzieć, Bardzo przyjemnie się go obsługuje, średnica filtra 55mm, a jeszcze coś - fajny pomysł z wbudowaną osłoną przeciwsłoneczną, która jest pierścieniem na przedniej części obiektywu i po prostu przesuwamy ją do przodu w razie potrzeby. Świetne rozwiązanie. JUPITER 37A _965A5364 To poszukiwany i uznawany za jedną z ciekawszych produkcji z byłego Związku Radzieckiego. W porównaniu do innych '135 jest bardzo mały ze średnicą mocowania filtra 52mm, a całość w najgrubszym punkcie nie ma dużo większej średnicy. Jest też króciutki. Większość powierzchni zabiera pierścień ostrości, który mimo upływu lat i wytarć farby chodzi perfekcyjnie, tylko z minimalnym luzem - ale też jest to luz nie przeszkadzający w pracy. Mamy tutaj też rozwiązanie z pierścieniem przysłony z przodu obiektywu, ale w przeciwieństwie do Pentacona nie przeszkadza to zupełnie, może ze względu na ten gigantyczny pierścień ostrości. Przysłona nie ma skoków, dlatego tutaj również możemy dowolnie ustawiać dziurkę. No i 12 listków! Przy tej średnicy soczewek to naprawdę ładnie wygląda, przepiękny bokeh. Całość tworzy świetny obiektyw, mały, zgrabny, precyzyjny. Polecam, także do podłączenia do cyfry. A podsumowując całość tego referatu mogę śmiało powiedzieć, że jeśli używamy przeterminowanego wiele lat materiału niskiej jakości i wywołujemy w kawowej wywojce, różnice w obiektywach są całkowicie zatarte i nie mają najmniejszego znaczenia, co możecie sami ocenić.  Dolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne MiastoDolne Miasto

Kawa na wieczór

Jestem fanem kawy. Prawdziwej, najlepiej świeżo zmielonej, zaparzonej w zaparzaczu i przelanej do kubka. To mój codzienny rytuał, kawa na rozpoczęcie pracy o 9:00, druga koło 13:00 po obiedzie... Dzień bez dwóch kaw uważam za stracony. Z mieleniem bywa różnie, odkąd popsuł się ręczny młynek, dlatego pozostaje już zmielona w opakowaniu próżniowym korporacyjnej marki. W ostateczności z ekspresu ciśnieniowego. Jednak zdecydowana większość moich znajomych lubuje się w kawie rozpuszczalnej. Kilka razy próbowałem -coś jak rozpuszczalnik z węglem. Osobiście uważam, że kawę rozpuszczalną można użyć jedynie do... wywoływania filmów. Naprawdę. Sam byłem zaskoczony, kiedy wyczytałem gdzieś kiedyś o Caffenolu - czy mieszance kawy rozpuszczalnej, witaminy C i sody, jako wywoływacza błon światłoczułych. Uwierzcie, to działa. Specjalnie kupiłem na tą okazję najpodlejszą kawę rozpuszczalną jaką znalazłem, do tego kilogram witaminy C ze sklepu zoologicznego i sodę ze sklepu z chemią. Receptury dostępne w necie. Miałem kawałek negatywu Svema64, który został w Canonie AE-1, coś koło 12 klatek. Idealnie. Zabrałem żonę na spacer po Gdańskiej Starówce i przy okazji trochę zdjęć analogowym okiem udało się zrobić. Tak naprawdę próbowałem uruchomić zabytek Leica, ale okazał się bardzo oporny -  o tym innym razem. Dzisiaj przygotowałem pół litra kawy 😉 i do dzieła! Już po wywołaniu widać, że coś nie tak, ale nie ze strony wywołania, tylko naświetleń. Wypróbowałem w tej sesji też nowy obiektyw Pentacon 135mm, obawiam się że ma jakiś problem z automatyką. Do tego soda mogła być wilgotna, bo wywołanie całkowicie odbiega od tego, czego się spodziewałem. Negatyw - zabytkowa Svema64, raczej niewinna, bo z tej samej rolki wyszły inne niesamowite zdjęcia w tym samym aparacie. Możliwe też, że ma problem ze zmierzchem. Niemniej jednak pierwsze wołanie w Caffenolu mam za sobą, wiem czego się spodziewać i następnym razem będzie lepiej 🙂 _Svema64_caffe001_Svema64_caffe007 _Svema64_caffe009 _Svema64_caffe010 _Svema64_caffe011

Krwiopsujca Canon AE-1

Niedawno dzięki uprzejmości koleżanki wpadł mi w ręce aparat, na który od jakiegoś czasu poluję po giełdach i aukcjach. Niestety zwykle jest to albo złom, albo sprzedawany za absurdalną cenę... Ten natomiast wydawał się być w dobrym stanie, a do tego wyposażony w całkiem spory zestaw akcesoriów - dwa obiektywy, zestaw filtrów, konwerter i soczewki makro. Tyle, że naciąg nie działał. Aparat pochodzi z lat '70 i jest to pierwszy model Canona z automatyczną preselekcją czasu i pierwszy na świecie całkowicie kontrolowany przez mikroprocesor. Oczywiście jest też funkcja pracy w ustawieniach manualnych, wtedy można się wspomagać światłomierzem ze wskazówką przysłony ustawianą w zależności od wybranego czasu, którą widać w wizjerze. Jak każdy japoński sprzęt z tamtych lat, to szczyt solidności wykonania. Jakość czuć przy każdym elemencie, nie ma tutaj nawet najdrobniejszej niedoróbki. Nic dziwnego, że po 40 latach nadal działa i poza kilkoma ryskami nie widać tych lat... W zestawie są dwa obiektywy, standardowa '50mm 1.8 i portretówka 135mm 2.8 firmowana przez Beck. Pierwsze słyszę, nie znalazłem też prawie żadnych informacji na temat takiej marki, tylko dwie sztuki na ebayu do sprzedania. Obydwa obiektywy mają mocowanie bagnetowe z pierścieniem, które uważam za dużo fajniejsze niż późniejsze bagnety z wkręcaniem obiektywu przez obrót. Po poszperaniu w necie okazało się, że zablokowany naciąg spowodowany był wyładowaną baterią. Zaskakujące, bo wskazówka światłomierza nadal działała, ale najprawdopodobniej do wyzwolenia migawki już nie starczało zasilania. Tak zadziałała blokada kolejnej ekspozycji - bez zasilania nie naświetlimy kolejnej klatki. Oczywiście zdobycie sześciowoltowej baterii do tego sprzętu dostępne tylko na allegro, trzeba poczekać. Za to radość z bzyknięcia migawki po załadowaniu dużo większa 🙂 Na pierwszy ogień załadowałem przeterminowany kolorowy Kodak Gold 200 i testowałem w miarę możliwości wszystkie czasy, przesłonę, zarówno na ustawieniach manualnych jak i automatycznym wyborze czasu, obydwa obiektywy i jeszcze jeden zoom z "pompką", który zalegał mi w kartonie, do tego czasem lampa błyskowa i konwerter. Po wywołaniu okazało się, że połowa kliszy była naświetlona, zapewne była wyciągnięta z kasetki i zwinięta. Niestety tam miały być najciekawsze zdjęcia. Z tego co zostało wywnioskowałem, że naświetlenia są prawidłowe, ale sporo do życzenia pozostawiała ostrość. Większość zdjęć robiłem jednak przy wietrze z mrozem, oko łzawiło i to też mogła być przyczyna. _Kodak200Gold_003 _Kodak200Gold_004 _Kodak200Gold_016 Na drugi ogień wrzuciłem więc najlepsze co miałem w lodówce, Rollei RPX100. Przejechałem się specjalnie na Gdańską Starówkę, nakręciłem filtr UV i rozrobiłem nowy wywoływacz - R09. Jakiż był jęk zawodu jak zobaczyłem efekty. Niemal wszystkie zdjęcia mocno prześwietlone, na tyle że już nie da się ich naprawić. Co mogło być przyczyną? Za dużo zmiennych, wywoływacz, filtr (mało możliwe), bateria, albo "czynnik ludzki". Gdyby jeszcze cały film był równo prześwietlony, byłoby łatwiej, niestety kilka zdjęć było ok. Szczególnie te robione obiektywem 135mm. Albo poszła automatyka obiektywu Canona, albo coś nie tak nakręciłem - byłem w grubych rękawiczkach. Za to na zdjęciach bardzo dobra ostrość. _RolleiRPX100_008 _RolleiRPX100_022_RolleiRPX100_025_RolleiRPX100_029 No to wrzuciłem trzeci film. Tym razem znany mi już dobrze, za to najbardziej nieprzewidywalny film na stanie - Svema 64 przeterminowany w 1993 roku, a wywołać go miałem zamiar w stocku ID-11 też po terminie. Zrobiłem kilka fotek z gołym obiektywem '50mm, potem z filtrem i jeszcze kilka o 2EV mniejszą dziurą niż wynikała ze wskazania światłomierza. I jeszcze kilka z portretówką 135mm. I co? Zdjęcia rewelacyjne, różnica pomiędzy obiektywami, ustawieniami i nawet celowym niedoświetleniem praktycznie niezauważalna. Trochę mniej ostre niż poprzednio z Rollei, ale nie dość, że czasy naświetlania wahały się między 15 a 125, w większości w okolicach 30-60, to jeszcze film i wywoływacz szału nie robią w tej dziedzinie. Do tego klisza po wywołaniu mocno się wygina i plastikowe ramki skanera nie dają rady wyrównać. Za to plastyka zdjęć mnie zaskoczyła, wyglądają jak robione średnioformatowym Pentaconem Six z Biometarem. Niby lekki brak ostrości, mocny kontrast i mało tonów, do tego ziarno jak to po zużytym wywoływaczu, ale wszystko to razem jest przyjemne dla oka. Przynajmniej mojego. Wygląda na to, że wszystko działa jak należy. Teraz pozostaje mi wynegocjować przyzwoite warunki zakupu 🙂 _Svema64_016_Svema64_015_Svema64_013_Svema64_017_Svema64_007 _Svema64_005 _Svema64_002

Svema 64

Jakiś czas temu pisałem o giełdowym zakupie - rosyjskim aparacie na bazie Leici - FED 5b. Prawdziwy zabytek, noszący imię sławnego czekisty Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego, od zakładu który wybudowano specjalnie do produkcji tego sprzętu. Ponieważ pochodzi jeszcze sprzed czasów produkcji kasetek na filmy 35mm, postanowiłem założyć do niego własnie taki film - cięty z puchy, również rosyjski - Svema 64. Mimo iż termin minął ponad 30 lat temu, takie filmy bez większych problemów można jeszcze kupić. Za 6 filmów dałem 20zł, czyli nieco ponad 3 zł za 36-38 klatek na kliszy. Nic, tylko robić zdjęcia. Co prawda nie przepadam za tak długimi kliszami, bo rzadko kiedy wypstryka się taką odrazu, ale ponieważ używałem takiej rolki pierwszy raz, nie chciałem robić zamętu i założyłem całość. Wiem, że wiele fotogramów z tamtych lat nie używało dodatkowych kasetek jako obudów, ale ja pokusiłem się o przewinięcie to jednej z pozostałości po kliszy, bardziej w celu sprawdzenia jak to się robi. Bez problemu. Oczywiście klisza chwilę zalegała, tym bardziej że pomiędzy jeszcze ze trzy aparaty w użyciu, dlatego przewinęło się kilka miejsc. Zdecydowana większość zdjęć ze światłomierzem "na oko", te w większości udane. Kiedy wzorowałem się na światłomierzu z cyfry, zdjęcia nieco niedoświetlone. Kilka z pleneru na bazie światłomierza kupionego razem z aparatem, nawet udane. Natomiast nie doczytałem o synchronizacji z lampą błyskową i niestety zdjęcia z "Aktywuj się", na który brałem aparat nie wyszły. Trudno, trzeba podciągnąć ten zakres wiedzy o sprzęcie, synchronizacja na czasie 1/30s. Teraz już będę wiedział. Sprzęt ma też wadę, przysłona ma tendencję do lekkiego zwalniania na końcu ruchu, przez co fragment klatki jest naświetlony mocniej o jakieś 2-3 wartości. Sądzę, że to kwestia przesmarowania. A teraz uwaga. Najciekawszy z tego sprzętu jest obiektyw. Nie dlatego, że jest czarny i ma ogniskową 55 przy f2.8, ale dlatego, że soczewki mają dodatek Lantanu, radioaktywnego materiału, którego zadaniem było poprawianie jasności światła padającego na kliszę. Ciekawe czy w obecnych czasach takie coś mogłoby wejść do produkcji. Poza tym to nic specjalnego, lepszy chyba jest Jupiter 8, montowany w Zorkach. Sam materiał jest bardzo kontrastowy o dość niskim zakresie tonalnym. Ziarno grube i ładne. Niestety, to wszystko jest mocno umowne ze względu na dawno minioną datę użyteczności, do tego użyłem już lekko przeterminowanego wywoływacza ID-11. Jeszcze trochę zostało w stocku, to już będzie czwarte wołanie w tym odczynie. Za to naświetlane zdjęcia mają nieco mniejszą wielkość niż ramki skanera, dzięki czemu powstaje piękna, hipsterska ramka o zaokrąglonych rogach 🙂 Niestety, przez połowę rolki przechodzi krecha. Mogłem ją usunąć fotosklepem, ale to też element kliszy z lat '80 - jakość produkcji w CCCP nie była najmocniejszą stroną... Nie była to wina aparatu i kasetki, sprawdziłem. _Fed5b_002_Fed5b_003Twórcom pomnika gratuluję przenoszenia wyrazów. Nawet na banerach reklamowych nie powinno się tego robić, ech... Toruń, Barbarka _Fed5b_007 _Fed5b_008 _Fed5b_013 _Fed5b_016 _Fed5b_019 _Fed5b_022 _Fed5b_023 _Fed5b_026 _Fed5b_028