Posts Tagged: Zakoniczyn

Svema w Rodinalu

Jakiś czas temu przy większym teście sprzętu, odciąłem pozostałość kliszy w aparacie Pentax MG i tak sobie leżała dłuższy czas. Kilka razy zabrałem aparat na spacer, ale jakoś nie mogłem dopstrykać dziesięciu klatek, jakie zostały do zrobienia. W końcu straciłem rachubę ile zostało, bo wyzerowany licznik na wstępie pokazuje nic.

Parę dni temu wziąłem psy, aparat i poszedłem na mój ulubiony gruz. Po trzech zdjęciach poczułem, że film się skończył. No i dobra, czas na wołanie. Tutaj też zrobiłem eksperyment – wsadziłem kliszę średniego formatu i mała klatkę na drugiej szpuli na raz do koreksu. Mieści się na styk, nie da się nawet dokręcić pokrywki, ale trzyma i jest szczelna. Wywołanie z sukcesem, wszystko jak należy. Co prawda filmy zupełnie inne, bo średnioformatowy Ilford HP5+ wymaga innych czasów niż Svema – ale przeterminowana scena to już zupełnie coś innego.

Ostatecznie okazało się, że efekty pozytywne, kontrasty lepsze niż ta sama klisza wywoływana poprzednio w Caffenolu. No to akurat nie dziwne, Rodinal to kontrastowy materiał, a Caffenol stał godzinę bez mieszania. Dużo mniejsze zadymienie. Ale po obróbce, dopasowaniu poziomów i krzywych efekty bardzo zbliżone.

Na kliszy kilka błędów – pierwsze klatki nie były przewijane i wielokrotna ekspozycja nie nadająca się do niczego, kilka pustych, został ostatni gruz, kot i bunkier w morzu, zepchnięty z okolica klifu w Gdyni. Swoją drogą, został bardzo polubiony na profilu FB Traditional Film Photography.

_Svema_005

_Svema_007

_Svema_008

_Svema_009

Pentax SFXn – moc lat ’80

Kiedy po raz pierwszy wyciągnąłem go z kartonu odpadków foto, od razu go tam odłożyłem, nawet nie sprawdzając co i jak. Na pierwszy rzut oka wydał mi się jednym z plastikowych  aparatów dla amatorów typu „włóż film i rób zdjęcia na imieninach u cioci”. Z czasem karton zaczął się kurczyć i znowu go wygrzebałem, tym razem nieco bardziej się przyglądając. Bardzo się myliłem.

Pentax SFX to klasa aparatów „full plastik”, ale niech was nie zwiedzie ten materiał. To inny rodzaj „plastikowatości” niż obecnie, materiał jest solidny, części idealnie spasowane, a całość przyjemna w dotyku. Obudowa jest duża, body z gripem świetnie leży w rękach, ma też całkiem przyzwoitą wagę. I jest to pierwszy aparat z wbudowaną i wysuwaną lampą, sporych rozmiarów zresztą. Nie ma kółek na górze obudowy, tylko charakterystyczne dla lat ’80 suwaczki, ładowane do wszystkiego wbrew zdrowemu rozsądkowi. Duży wyświetlacz, podświetlany na zielony i strzałki w wizjerze jakoś mocno kojarzą mi się z serialami oglądanymi na Polsacie na początku istnienia tej telewizji 🙂 Kanciasto, solidnie i na wyrost, jak Terminator i Hummer. Ale nie ma tutaj toporności jak w ruskich produkcjach, mimo swojej budowy aparat jest naprawdę ergonomiczny. Przy okazji mega głośny, początkowe zawijanie filmu, migawka i dźwięk windera zwracają uwagę na mieście, ma to swój urok 🙂

SFX ma bagnet z autofocusem i jest całkiem niezłą maszynką od strony funkcjonalności. W trybie półautomatycznym daje możliwość wyboru trybu sportowego i krajobrazowego oraz neutralnego, w trybie pełnej automatyki zamienia się w idiotkamerkę i wszystko robi sam. Po przełączeniu w tryb manualny, staje się klasycznym aparatem, tym bardziej jeśli do dyspozycji mamy analogowy obiektyw. Tutaj wspomagani jesteśmy podpowiedzią ostrości, nawet pokazuje czy celujemy za daleko, czy za blisko. Oczywiście wspomaga DX, czyli automatyczny wybór ISO, ale mamy możliwość ręcznego wprowadzania danych, a w trybie półautomatyki korekcję EV. Ogólnie można z niego zrobić pełny manual, albo full automat z kilkoma trybami pomiędzy.

Światłomierz oczywiście mierzy przez obiektyw i robi to bardzo dobrze, tak więc podłączamy wszelkie szkła od czasów bagnetu „K” wzwyż i mamy pomiar na wyświetlaczu i w wizjerze. Do zestawu dostałem jeszcze zewnętrzny wyzwalacz, przewód można podłączyć do gniazda na obudowie i możemy ustawiać zdalnie ostrość i wyzwalać migawkę.

Niestety nie dysponuję żadnym obiektywem z AF, dlatego nie mogę w pełni wykorzystać możliwości sprzętu – w pierwszym teście podłączyłem obiektyw Chinon 50mm 1.9, ale to nie jest najlepsze szkło, a przynajmniej do zastosowań gdzie chcemy mieć małe ziarno i coś co nazywam „przyjemnym lookiem”. Świetnie nadaje się natomiast do czarno-białego streetfoto. Dlatego pierwsze foty na przeterminowanym Kodaku wyszły bardzo przeciętnie i byłem lekko zawiedziony. Aparat znowu wylądował w kartonie.

Jakiś czas później z workiem popsutych Pentaxów dostałem obiektyw firmowany przez Pentax, standardowy 50mm 1.7 – ten  z żółtą kropą (ci co wiedzą to wiedzą 🙂 ) Załadowałem tym razem czarno biały film, przeterminowany Ilford FP4 i do dzieła. No i tutaj zupełnie inna jakość. Nie dość, że film porządny, obiektyw jeszcze lepszy, to zdjęcia wywołane w Caffenolu też zrobiły wrażenie.

Ogółem aparat bardzo niedoceniany, mimo iż nie jest to już klasyczny sprzęt analogowy, jakie lubię najbardziej, to muszę przyznać że robienie nim zdjęć sprawia dużą frajdę. Coś mi się wydaje, że jeszcze nie raz się z nim zabawię.

Część zdjęć mogliście obejrzeć we wpisie na temat Caffenolu C-L, a tutaj reszta z tej kliszy i te mniej udane z kolorowego Kodaka.

_IlfordFP4_003 _IlfordFP4_009 _IlfordFP4_012 _IlfordFP4_014 _IlfordFP4_016 _IlfordFP4_017 _IlfordFP4_020 _IlfordFP4_023

_KodakUltra200_005 _KodakUltra200_012 _KodakUltra400_013 _KodakUltra400_015 _KodakUltra200_002 _KodakUltra400_016 _KodakUltra400_017