Zapomniany format – 127mm

Dawno temu, jeszcze przed I Wojną Światową i za czasów jedynego słusznego formatu błon ciętych, Oskar Barnack w zakładach Leitza zaprojektował i wdrożył do produkcji format małoobrazkowy. Jednak czasy były ciężkie, materiały drogie a produkcja jeszcze droższa. Dlatego jako alternatywa wolno rozwijającego się formatu nazywanego 35mm, w 1912 roku Kodak zaprezentował światu format 127mm. Celem było zmniejszenie rozmiarów aparatów, które jednak w formacie 120/220 były dość duże. No i faktycznie, udało się – luka pomiędzy wielkim 120/220 a drogim 35mm została wypełniona, firmy fotograficzne zaczęły projektować aparaty dla tego formatu, zarówno TLR jak i tanie i amatorskie jednoobiektywowe. Format nadal można uznać za „średni”, rozmiar wahał się od 3×4, przez 4×4 do 4×6 cm pojedynczej klatki.

Jedną z firm produkujących bakelitowe tanie aparaty o konstrukcji cepa była niemiecka Bilora. Mój egzemplarz, dodany jako gratis do jakiegoś zakupu jest przedstawicielem najprostszego możliwego rozwiązania, niżej to już tylko kamera otworkowa 🙂 Blaszana migawka, otwór przesłony to przesuwana blaszka z wyciętymi dwiema dziurkami odpowiadającymi wartościom 8 i 11, czasy 50, 100 i B. Soczewka regulowana na gwincie, a spust to bezpośredni trzpień na sprężynę migawki. Wizjer mniej więcej pokazuje kadr, chociaż uzyskanie tego co się chce to trochę loteria.

Film pakujemy otwierając zamek tylnej klapy, którym jest obracane kółko z wystającymi blachami, a klapaka odpada cała. Naciągamy kolejne blachy żeby wstawić film i gotowe. Sama klisza wygląda jak młodszy brat formatu 120. Krótsza, węższa, podobnie jak metalowa rolka. Budowa taka sama, papier osłania materiał światłoczuły, z nadrukiem informacji o poszczególnych klatkach, które widzimy przez czerwone okienko w aparacie.

Niestety, film już nieprodukowany, Kodak wycofał się z produkcji w 1995 roku. Albo szukamy przeterminowanych, albo dotniemy sobie z większego formatu 🙂 Z tymi pierwszymi też problem, materiał nawet za czasów masowej produkcji nie był specjalnie popularny, ale udało mi się zdobyć jedną rolkę polskiego Fotopanu S, z terminem na styczeń 1980r. Co do docinania to idealnie się nadaje obcinarka do cygar. Można też zapakować film cięty z 35mm, tylko ogranicznik z korka od wina na rolki założyć i trzeba zakryć okienko w aparacie.

Tymczasem założyłem Fotopan, ISO 125, poczekałem na ładną pogodę i… nawet za bardzo nie ma tu co mierzyć, ustawiamy 8/50 i jechane. Dopiero teraz okazało się, że format to 4×6, a na kliszy mieści się 8 takich zdjęć. Niezbyt wiele, miałem nadzieję że więcej jednak da się zrobić. Do tego podwójnie naświetliłem jedną klatkę i ostatecznie jest 7 naświetleń.

Ale jak to wywołać? Klisza sprzed 35 lat, wszystko może pójść nie tak. Postanowiłem wywołać „na stojąco” (czyli bez mieszania i długo) w Rodinalu w rozcieńczeniu 1+100. Po godzinie moczenia w zupie, utrwaleniu i wypłukaniu – na pierwszy rzut oka wyglądało na całkiem poprawne naświetlenia. Na drugi rzut oka w skanerze już nie było tak fajnie, co prawda histogram pokrywał nawet spory obszar, ale wygląda na to że przez lata leżenia niewiadomogdzie film został lekko naświetlony przez papier. Widać to w miejscu, gdzie była czarna kropa – to miejsce jest ciemniejsze od innych. Do tego całkiem białe i czarne paprochy, jakby niektóre pierwiastki straciły moc i znikły.

Mimo to cel osiągnięty, idiotkamerka z lat ’50 działa, da się tym robić zdjęcia przy minimum umiejętności. A co z tego wyszło poniżej. Kontrastu prawie nie ma, mocne zadymienie, ale jakoś tak klimatycznie 🙂

Gdańsk Gdańsk Gdańsk Gdańsk Gdańsk Gdańsk

Comments are Disabled